Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
stat4u
Blog > Komentarze do wpisu

My Book List Challenge

Zawsze się obawiałem, że ktoś kiedyś zmusi mnie do wymienienia dziesięciu najważniejszych dla mnie książek. No i doczekałem się. Kolejny — po Ice i Rice Buckets — facebokowy wirus #bookchallenge dotarł na Litwę. I było tylko kwestią czasu, gdy ktoś rzuci mi wyzwanie. Od kilku dni łamię głowę nad swoim osobistym Top 10, wpisuje i wykreślam z listy kolejne pozycje. Biorąc pod uwagę, że przeczytałem w ciągu ostatnich trzydziestu kilku lat nie przymierzając grubo ponad tysiąc książek od „Kapitału” Marksa”, „Tako rzecze Zaratustra” Nietzschego po… „Pięćdziesiąt twarzy Graya” E.L. James oraz „Casual” Oksany Robsky, w tym 26 książek z tzw. The BBC Book List Challenge, która nie ma nic wspólnego z BBC, wybor nie jest łatwy. W jaki sposób dokonać wyboru pomiędzy Dostojewskim, Szekspirem i Hemingwayem? Bardziej więc kierowałem się chwilą niż jakimiś obiektywnymi kryteriami. Powstała może lista banalna, dwaj Polacy, dwaj Rosjanie, dwaj Brytyjczycy, dwaj latynosi, jeden Amerykanin i jeden Litwin, ale nie chciałem się silić na oryginalność dla samej oryginalności. Powstała z tego lista na której brakuje wielu niezwykle ważnych dla mnie książek: „Idioty" i „Biesów" Fiodora Dostojewskiego, „Jądra Ciemności" Josepha Conrada, „Władcy Pierścieni" J.R.R. Tolkiena, „Przyjdzie Mordor i nas zje" Ziemowita Szczerka, „Fahreinheit 451" Raya Bradbury, a także książek Juliusza Verne'a, Wiktora Pelewina, Władimira Sorokina, Murraya Rothbarda. Więc it is that it is.

1. Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata. W zasadzie nawet nie wiem co o tek książce napisać. Wszyscy ja czytali, a nawet jeśli nie czytali to oglądali jeden z wielu filmów lub przedstawień teatralnych opartych na jej treści. Niewątpliwe arcydzieło nie tylko rosyjskiej, ale i światowej literatury. Niezwykłe, fascynujące, groteskowe i tragiczne, ostre i romantyczne. Jak każdy genialny utwór  wymyka się jednoznacznemu opisowi, prowokując mnogość interpretacji. Znaleźć w nim można rozważania na temat kondycji sztuki, nieustanny konflikt twórcy z otoczeniem, klasyczny filozoficzny motyw walki dobra ze złem ujęty absolutnie nieklasycznie, ale także ciętą satyrę oraz ironiczne odniesienia do ocierającej się wielokrotnie o absurd sowieckiej rzeczywistości lat trzydziestych. Podobnie jak moja ulubiona „Fiesta” Hemingwaya ta książka wciąga od pierwszej strony, chociaż w zupełnie inny sposób. Tu również nie ma jakichś zaskakujących zwrotów akcji, nic nie wbija w fotel. Ale mimo to wciąga niesamowicie. Jedna rada: czytać książkę wyłącznie w oryginale. Z przerażeniem zawsze obserwowałem osoby, które nie rozumiały tych cytatów z powieści Bułhakowa, które stały się już częścią ludowej mądrości: „Рукописи не горят“, „Кирпич ни с того ни с сего никому и никогда на голову не свалится“ lub „Свежесть бывает только одна — первая, она же и последняя“. No i oczywiście najważniejsza: „…никогда и ничего не просите! Никогда и ничего, и в особенности у тех, кто сильнее вас“.

2. Gabriel García Márquez, Sto lat samotności. Będąc nastolatkiem uwielbiałem wszelkiej maści egzotyczną prozę. Czytałem więc sporo książek pisarzy latynoamerykańskich, azjatyckich, a nawet afrykańskich. Niewiele dziś już z tego pamiętam, ale kilka nazwisk na zawsze zapadło mi do duszy. Jednym z nich jest Gabriel García Márquez. „Sto lat samotności” — to najbardziej znana powieść kolumbijskiego noblisty. Myślę, że każdy słyszał o tej książce lub kojarzy choćby jej nazwę. Márquez stworzył w niej, opowiadając historię rodziny Buendiów z Macondo, nowy gatunek literacki — magiczny realizm; świat, w którym rzeczy nadzwyczajne mają wymiar szarej codzienności, zwyczajność zaś przyjmuje postać zjawiska nadprzyrodzonego; świat bez czasu i przestrzeni, a jednocześnie twardo osadzony w kolumbijskiej rzeczywistości i historii. Książkę po raz pierwszy przeczytałem będąc już dosyć dobrze oczytanym nastolatkiem. I pamiętam, że już pierwsze zdania — wspomnienie pułkownika Aureliana Buendia, gdy wpatrywał się w otwory luf strzelb plutonu egzekucyjnego, przed którym stal  — dosłownie zwaliły mnie z nóg. Niektórzy twierdzą, że jest to powieść trudna, że aby połapać się w przeplatających się losach niezliczonej liczby bohaterów trzeba ją czytać z długopisem i notesem. Bzdury! Trzeba ją czytać jednym tchem, po prostu smakując niezwykły kunszt literacki Kolumbijczyka. A potem do niej wracać odkrywając coraz to nowe płaszczyzny i znaczenia.

3. Mario Vargas Llosa, Marzenie Celta. Jeszcze jeden przedstawiciel prozy iberoamerykańskiej na mojej liście. Będąc nastolatkiem bardziej lubiłem Marqueza, dziś — Llosę. Trochę na zasadzie sformułowanej ni to przez Bismarcka, ni to przez Piłsudskiego, iż kto za młodu nie był socjalistą - nie ma serca, a kto pozostał nim i w wieku dojrzałym  - jest durniem. Marquez ze swoimi panegirykami na rzecz socjalizmu i Fidela Castro razi mnie dzisiaj, a i to co ostatnio napisał („Rzecz o mych smutnych dziwkach”) jakoś mnie nie przekonało, chociaż nadal w moim odczuciu jest to pisarz genialny (w odróżnieniu od wszelkiej maści oszołomów nie oceniam geniuszu z pozycji ideologicznych, dlatego na mojej półce jest miejsce i dla Miłosza, i dla Marqueza, i dla Knuta Hamsuna), natomiast Llosa moim subiektywnym zdaniem nie stracił nic ze swego genialnego warsztatu od czasów „Miasta i psów” oraz „Rozmowy w Katedrze”. I „Marzenie Celta” jest na to doskonałym dowodem. Niewątpliwie książka została zainspirowana przez „Jądro Ciemności” Josepha Conrada, ktory zresztą wywarł duży wływ na głównym bohaterze Rogerze Casemencie, ktory a propos jest postacią jak najbardziej autentyczną — brytyjski dyplomata irlandzkiego pochodzenia, robiący błyskotliwą karierę, ale też idealista, który walczy z okrucieństwem kolonialnym i niewolnictwem najpierw w Kongo (na skutek jego raportu zostanie zlikwidowane tzw. Wolne Państwo Kongo), następnie w Amazonii, lecz także z ciemnymi stronami własnego homoseksualizmu. Obserwując niedolę rdzennych mieszkańców Afryki czy Amazonii Casement zauważył w niej analogię do losów swojej ojczyzny, Irlandii i efektem owych przemyśleń była decyzja o konieczności zbrojnego przeciwstawienia się brytyjskiemu ciemiężcy, która prowadzi go do zdrady kraju, któremu służył przez wiele lat jako urzędnik państwowy, na rzecz marzenia o wolnej Irlandii. Marzenia, które próbuje urzeczywistnić tworząc w czasach I wojny światowej legion irlandzki po stronie kajzerowskich Niemiec i probujac wzniecić powstanie w Irlandii, znienawidzony prze Brytyjczyków i odrzucony przez Irlandczyków. Marzenia, które zaprowadzi go na szafot.

4. Algirdas Degutis, Individualizmas ir visuomeninė tvarka. Dr hab. Algirdas Degutis — to trochę taki litewski Janusz Korwin-Mikke albo Jacek Sierpiński. Z tą jedynie różnicą, iż Degutis — to nie polityk, tylko naukowiec, profesor na Uniwersytecie Michała Romera, z prawdziwego zdarzenia posiadający przy tym lekkie i dobre pióro. Degutis dziś stał sie tak radykalny w spoim indywidualizmie, iż  opowiada się nawet przeciwko… feminizmowi, wyborom powszechnym, politycznej poprawności, multikulturyzmowi i równości płci. I z tymi poglądami sie nie zgadzam, jednak jego „Individualizmas ir visuomeninė tvarka”, napisane w 1998 roku — to najlepsze kompendium wiedzy o klasycznym liberalizmie i jego współczesnej odmianie — libertarianizmie, najlepsze dzieło krytykujace wszelkie odmiany kolektywizmu (narodowego, społecznego, politycznego), które ukazało sie kiedykolwiek w języku litewskim. Nie spotkałem się z lepszym przewodnikiem po tych ideologiach, które są mi również niezwykle bliskie, nawet jeśli jestem dużo bardziej umiarkowanym libertarianinem niż Degutis. Zimna-matematyczna logika, wspaniały i przystępny język, odpowiedzi na każde pytanie, które może nurtować każdego młodego adepta liberalizmu. Gdy przed ponad 10 laty trafiła w moje ręce ta książka — byłem nia szczerze zafascynowany. I nadal chętnie do niej powracam, chociaż dziś już bardziej krytycznie niż wtedy.

5. Arkadij i Borys Strugaccy, Żuk w mrowisku. Bracia Strugaccy — to obok Hemingway kolejni pisarze, których dzieła uwielbiam wszystkie, nawet te najwcześniejsze, najbardziej niedojrzałe. Właściwie mógłbym wymienić wszystkie ich książki jako swoje ulubione, jednak zatrzymałem się na „Żuku w mrowisku”. Rok 2278. Pracownik światowej bezpieki Maksym Kammerer otrzymuje zadanie odnalezienia Lwa Abałkina, zwiadowcy planetarnego, który w niewyjaśnionych okolicznościach opuścił swoją ostatnią placówkę, powrócił na ziemię i nie zgłosiwszy się w centrali - zaginął. Prowadząc poszukiwania, Kammerer wciąż napotyka mur tajemnicy, otaczający postać i historię życia Abałkina. Eee, elementarne science fiction ktoś machnie lekceważąco ręką i totalnie się pomyli. Powieści braci Strugackich w ogóle nie są fantastyką sensu stricte. Kosmiczne dekoracje służą im jedynie do zadania odwiecznych filozoficznych pytań. „Żuk w mrowisku” nie jest wyjątkiem. Ta książka — napisana w roku 1979 — jest niezwykle aktualna także dzisiaj, gdyż zadaje zasadnicze pytania na temat naszego współczesnego świata, chociaż jej akcja toczy się w dalekiej przyszłości. Co jest ważniejsze: życie jednego człowieka czy bezpieczeństwo ludzkości? Co można, a czego nie zrobić w imię bezpieczeństwa wielu? Czy można naruszyć wszelkie obowiązujące zasady etyczne i moralne? Jak duże mogą być uprawnienia wszelkiej maści służb specjalnych i jak duża odpowiedzialność spoczywa na tych, którzy mają prawo do decydowania o życiu i śmierci innych?...  Paradoksalnie książka nie daje odpowiedzi na te trudne pytania, tylko je stawia, a jej zakończenie jest tak niejednoznaczne, że zmusza każdego czytelnika do udzielenia na nie własnej odpowiedzi i każda z tych odpowiedzi będzie poprawna i niepoprawna jednocześnie.

6. William Szekspir, Hamlet.Być albo nie być, oto jest pytanie” — któż nie zna tego najsłynniejszego szekspirowskiego cytatu? Ja akurat wolę jednak inny cytat z „Hamleta” — słowa wypowiedziane przez Poloniusza do Laertesa przed wyjazdem tego ostatniego na studia: „Pożyczek nie bierz ani nie udzielaj, Bo dług to zawsze strata - czy pieniędzy, czy przyjaciela”.  Na własnej skórze się przekonałem niejednokrotnie, że Szekspir miał rację i w tym. W szkole obowiązkową lekturą na lekcjach literatury była „Romeo i Julia” Szekspira, ja jednak przeczytałem „Hamleta”. I nie żałuję. Wiele lat później, gdy samotnie podróżowałem po Malcie i Sycylii, siedząc wieczorami na skalistej plaży przeczytałem większość z szekspirowskich arcydzieł: „Makbeta”, „Sen Nocy Letniej”, „Romeo i Julię”, ale „Hamlet” na zawsze pozostał pierwszym i ulubionym. Każda postać ma tu swój własny, osobliwy charakter, każda jest jedyna i niepowtarzalna. Każdy nowo poruszony wątek wiąże się z całością, a dialogi są błyskotliwe. Szekspir w „Hamlecie“ ukazuje swoich bohaterów bez jednoznacznych ocen, nie przedstawia nam jasnych definicji i prostych rozwiązań. Ukazuje różne drogi i różne wybory. „Hamlet“ —  to sztuka pokazująca, iż na świecie istnieje jednocześnie dobro i zło, i że są one jednocześnie obecne w każdym naszym czynie i w każdym człowieku.Absolutne arcydzieło. Najsłynniejszy i chyba najlepszy z dramatów wybitnego Anglika.

7. Irvine Welsh, Trainspotting. W odróżnieniu od większości najpierw przeczytałem książkę, a dopiero wówczas obejrzałem kultowy film Danny’ego Boyle’a. I film mi się nie spodobał. Wydał mi się płaski i zbyt jednoznaczny w porównaniu z książką. Debiutancka powieść szkockiego autora sprzedała się na Wyspach Brytyjskich w kilkusettysięcznym nakładzie. Jej genialny groteskowy humor i brak nachalnego moralizatorstwa spowodowały, że stała się powieścią kultową. To zbiorowy portret grupy przyjaciół, młodych Szkotów, ćpunów, świrów, ale też ludzi wrażliwych i na swój specyficzny sposób inteligentnych. Taki  opis kolejnego straconego pokolenia. Napisany zupełnie nowym, wulgarnym, specyficznym, slangowym, zdeformowanym językiem, ale właśnie przez to autentyczny. Bo jak inaczej opisać środowisko narkomanów? Welshowi zarzucano, iż książka propaguje narkomanie. Totalna bzdura! Wręcz przeciwnie jest to dzieło, które zmusza do zastanowienia się, czy naprawdę warto sięgnąć po drugi. Książkę należy przeczytać. Książka chaotyczna, momentami obrzydliwa, czasami zabawna, czasami dołująca, ale przede wszystkim prawdziwa. Nie należy więc się dziwić, iż znalazła swoich naśladowców pod każdą szerokością geograficzną, wliczając „Wojnę polsko-ruską…” Doroto Masłowskiej i wileńskiego „Robczika” Bartka Połońskiego.

8. Józef Mackiewicz, Droga donikąd. To co mnie najbardziej wkurza w programach polskich szkół na Wileńszczyźnie — to totalna nieobecność miejscowych polskich literatów. Owszem jest Czesław Miłosz i jest Adam Mickiewicz, ale to bądź co bądź poeci uniwersalni, a nie regionalni. W oczach przeciętnego ucznia polskość wiec jawi się jako coś odległego, obcego i niezrozumiałego. Brakuje natomiast powiązania polskości z osobami, które pochodziły stąd i pisały o tych miejscach. Takimi jak Sergiusz Piasecki, Michał Kryspian Pawlikowski, Stanisław Cat-Mackiewicz czy Józef Mackiewicz właśnie. Każda właściwie powieść Mackiewicza umieszcza nas w centrum spraw XX stulecia. To samo odnosi się także do jego „Drogi donikąd”, najważniejszej powieści polskiej o zagładzie polskiego Wilna w czasie okupacji sowieckiej. Jednak Mackiewiczowi nie tylko o polskość chodziło. Patrzył na te ziemie dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego jako na bezcenny stop różnych narodowości i języków, natomiast sowietyzacja, jak widzi ją w swej powieści Mackiewicz, usiłowała zgnieść nie tylko to, co polskie, lecz wszystko, co ludzkie. Historia Pawła, przedwojennego dziennikarza, mieszkającego pod Wilnem i imającego się różnych zajęć pozwalających uniknąć kontaktu z ideologią sowieckiego okupanta – to niewątpliwie po części autobiografia samego autora. Ale wątki autobiograficzne jedynie dodaja powieści smaku, nie stanowiąc jej sensu, ktory jest uniwersalny. „Poza powieściowymi osobami wszystko jest autentyczne w tej relacji" - napisał we wstępie sam Józef Mackiewicz. Szkoda że te słowa jakoś przeoczył pewien wileński tropiciel „dziadków w Wehrmachcie”, który z byłego komunistycznego aparatczyka i wodza wszystkich Polaków przeobraził się nieoczekiwanie w antykomunistę i Litwina polskiego pochodzenia.

9. Stanisław Lem, Niezwyciężony. Kolejna pozycja pozornego science fiction na mojej liście. Stanisław Lem podobnie jak bracia Strugaccy to tylko pozornie fantasta, w rzeczywistości bardziej filozof i nauczyciel, zadający wieczne pytania pod płaszczykiem kosmicznych thrillerów. Gdy mówimy o jego twórczości na myśl przychodzi przede wszystkim „Solaris”, „Opowieści pilota Pirxa”, „Fiasko” i wiele innych tytułów. Ja jednak najbardziej uwielbiam właśnie „Niezwyciężonego” z 1964 roku. Powieść kanoniczna, filozoficzna i jednocześnie prawdziwie fantastyczno-naukowa! Jedna z najwybitniejszych pozycji hard SF ever. Znakomicie, precyzyjnie i jednocześnie przystępnie napisana i opowiedziana historia ludzkiego kontaktu z obcą formą martwej cywilizacji, czy też techno-ewolucji. Kosmiczny krążownik drugiej klasy „Niezwyciężony“ ląduje na planecie Regis III, w celu odszukania „Kondora“ – bliźniaczej jednostki, która lądowała tu wcześniej i z którą stracono łączność. Okazuje się, że cała jego załoga zginęła w tajemniczych okolicznościach, przed śmiercią tracąc pamięć. Badając planetę, Ziemianie znajdują roboty wielkości owadów, które wyniszczyły całe życie na lądach planety... Książka jest przepełniona troską o człowieka, wiarą w ludzki rozum, jego kreatywność i nieobliczalność, a jednocześnie stawiająca fundamentalne pytanie: czy rezygnacja z walki w przypadku, gdy walki wygrać się nie da świadczy o tchórzostwie, porażce ludzkiego geniuszu, czy jednak o jego wielkości? Jak często w historii nawet najwybitniejsze umysły udzielały na nie nieprawidłowych odpowiedzi...

10. Ernest Hemingway, Fiesta. Słońce też wschodzi. At last but not at least. Jedna z moich byłych kiedyś mi zarzuciła: „Ciągle tylko nawijasz o tym swoim Hemingwayu! Może kiedy ty czytałeś Hemingwaya, ja czytałam o jodze i fotografii?!Mea culpa. Ernest Hemingway — to mój ulubiony pisarz, mogę go czytać i gadać o nim bez końca. Więc zawsze starałem się być z kobietami, które tę moją fascynację amerykańskim noblistą podzielają, gdyż świadczy to, w moim przekonaniu, i o dobrym guście, i o inteligencji. Fantastyczne, soczyste, a jednocześnie po dziennikarsku krótkie opisy, terkoczące jak karabin maszynowy dialogi, wartka akcja z domieszką romantycznej nonszalancji, dekadencji i pesymizmu mojej ulubionej „lost generation” (zresztą zamiast Hemingwaya mógłbym wymienić któregokolwiek z przedstawicieli tego pokolenia: Williama Faulknera, Francisa Scotta Fitzgeralda bądź Ericha Marię Remarque'a). Zawsze chciałem pisać tak jak Hemingway. Kiedyś nawet próbowałem. Lubię właściwie wszystkie jego książki, z wyjątkiem tej za która dostał literacką Nagrodę Nobla, ale najbardziej właśnie „Fiestę” (znaną także pod nazwą „Słońce też wschodzi”). Ktoś powie, że to książka o niczym. Bohaterowie bawią się, ale tak naprawdę ich życie, ich rozmowy są puste. Żaden z nich nie ma w życiu jakiegokolwiek celu. Głównym bohaterem jest amerykański dziennikarz w Paryżu Jake, który pije. Ma kilkoro przyjaciół, którzy piją razem z nim. Dodatkowo z kocha się w lady Brett Ashley, trzydziestoczterolatce, która zachowuje się jak nastolatka, rozkochuje w sobie mężczyzn i następnie bez słowa odrzuca. W pewnym momencie wszyscy postanawiają wyjechać do hiszpańskiej Pampeluny by wziąć udział w tradycyjnej fieście, której nieodłączną częścią są gonitwy byków oraz... picie. W tej książce nie ma kulminacji, jest to po prostu opis życia as it is. Gdy zacząłem pracować jako dziennikarz — przekonałem się, że bardzo prawdziwy opis dziennikarskiego życia. Dziś wiem, że w zasadzie do niego pasuje każde życie. I każdy musi w życiu spotkać swoją lady Ashley…

czwartek, 18 września 2014, vile

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: tomasz, *.internetdsl.tpnet.pl
2014/09/19 12:01:11
Do mnie tez to dotarło ale ... olałem. Po pierwsze to jednak dość prywatna sprawa choć w końcu też i nie tajemnica. Po drugie ... bez sensu. Co komu z tego (u mnie również) że po długich namysłach (bo czytam bardzo dużo) wybiorę tę dziesiątkę ???
-
2014/09/19 12:09:53
do tomasza: Zabawa jak zabawa :) Ułożyłem tę listę, bo to jednak bardziej przyjemny niż n-ty raz pisać o krzyżach, nazwiskach i tabliczkach ;)
-
2014/09/19 16:39:04
O Szkocji coś namażesz? Każdy pewnie może z tego wyciągnąć (nawiązując do Litwy) dogodne wnioski dla siebie. I to zarówno w kontekście historycznym, jak i obecnym.
-
Gość: tomasz, *.internetdsl.tpnet.pl
2014/09/19 17:45:14
do vile: A to akurat fakt. Ja olałem dlatego że nie chciało mi się ustalać tych 10 książek bo chyba bym nawet nie dał rady wybrać. To trudne z tylu przeczytanych książek.
-
2014/09/19 19:54:03
do Bartka: Sam jeszcze nie wiem. Zastanawiam się :)

Do tomasza: Wiem coś o tym.