Menu

Inna Wileńszczyzna jest możliwa

Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich

Wisienka na torcie (LT+)

vile
Pewien znajomy dziennikarz z Polski, zawodowo interesujący się problemami polsko-litewskimi, napisał do mnie ostatnio: „Skoro partie litewskie tak nie lubią Tomaszewskiego, to dlaczego Masiulis (Kubilius, Butkevičius) nie da na 5 miejsce na liście krajowej Polaka lub Polki? Najwyżej ta osoba spadłaby w rankingowaniu, ale Litwini pokazaliby dobrą wolę. Nie jestem zwolennikiem kwot czy parytetów, ale czasem takie gesty wobec mniejszości się liczą.” Odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta — litewskie partie nie lubią Tomaszewskiego, ale doskonale z nim się dogadują. Przed tygodniem doszło do zmiany — na pół roku przed wyborami samorządowymi — koalicji rządzącej w rejonie trockim, do władzy (za pomocą konserwatystów i liberałów) powróciła AWPL. W Wilnie Akcja Wyborcza Polaków na Litwie praktycznie bez przerwy rządzi już od bodajże 15 lat — raz z liberałami, innym razem ze „znienawidzonymi polakożercami” konserwatystami. Na poziomie krajowym AWPL również już po raz trzeci jest w koalicji rządowej i trzeba przyznać, że w każdej z tych koalicji były też partie, które trudno uznać za pałające szczególna sympatia do AWPL czy Polaków na Litwie. W takiej sytuacji, gdy w zamian za poparcie AWPL dla tej lub innej koalicji rządzącej wystarczy kilka stanowisk, a nad problemami się jedynie debatuje — dlaczego ktokolwiek miałby się dzielić z Polakami miejscami na listach? Na miejsca w pierwszej dziesiątce, że już nie wspomnę o pierwszej piątce, zawsze jest mnóstwo chętnych zasłużonych liderów partyjnych lub bogatych biznesmenów, mogących wyłożyć odpowiednią kasę na partyjną kampanie wyborczą, żeby je oddawać jakimś tam Polakom...

To nie znaczy, że partie ogólnolitewskie nie zabiegają o Polaków na listach czy ich głosy. Zabiegają, ale nic nie proponując w zamian,  starają się to robić za pomocą koncepcji „wisienki na torcie”. Potrzebują Polaków wyłącznie po to, aby pokazać, że są otwarci na wszystkich, ale nie są gotowi zaproponować im miejsca wyżej niż — w nie przymierzając — trzeciej dziesiątce.  Poza tym taki Polak powinien nie wysuwać żadnych polskich postulatów, a już na pewno takie postulaty nie znajdą się w oficjalnym partyjnym programie wyborczym, natomiast ma pełne prawo do krytykowania Waldemara Tomaszewskiego i AWPL (tak długo jak partia nie nawiąże z nimi współpracy w ramach kolejnej (rejonowej lub krajowej) koalicji). Niewątpliwie w takich warunkach, uwzględniając dodatkowo fakt, iż Litwini zazwyczaj głosują na Litwinów, a Polacy na litewskie partie i ich polskich działaczy głosują niechętnie, a już na pewno nie na tych, którzy nawet na słowach nie chcą się do niczego w ich sprawie zobowiązać,  pojedyncza polska „wisienka” ma takie same szanse na dostanie się do rady samorządowej lub parlamentu z listy partii ogólnolitewskiej, jak zobaczyć własne uszy bez pomocy lustra. Nie należy więc się dziwić, że w takiej sytuacji jest coraz mniej Polaków — szczególnie tych mających jakiś rzeczywisty status, dorobek lub autorytet w polskiej wspólnocie — chcących się w to bawić, chcących odgrywać rolę przysłowiowej wisienki na konserwatywnym, liberalnym lub socjaldemokratycznym torcie. Ci marzący o karierze politycznej powoli więc przechodzą z partii ogólnolitewskich do AWPL, a pozostali po prostu mają politykę w coraz głębszym poważaniu. Bo ostatecznie — pomijając niesmak z powodu tych lub innych wypowiedzi naszego Wodza i jego ludzi — tak na dobrą sprawę ani Tomaszewski, ani AWPL nie mają przecież na nas i na nasze życie codzienne większego wpływu. A ci na których mają — już się do tego przyzwyczaili i nauczyli się z tym żyć…

LT SUMMARY: Vienas pažįstamas žurnalistas iš Lenkijos neseniausiai parašė man: „Jeigu lietuviškos partijos tai nemėgsta Tomaševskio, kodėl Masiulis (Kubilius, Butkevičius) neduoda kokiam nors lenkui ar lenkei 5 vietos savo partijos rinkiminiame sąraše? Blogiausiu atveju reitingavimo metų toks asmuo nukristu žemyn, bet būtų parodyta lietuvių geroji valia. Nesu kvotų ar paritetų šalininkas, bet tautinių mažumų atveju kartais jie reikalingi.“ Deja atsakymas yra banaliai paprastas — „lietuviškos“ partijos nemėgsta Tomaševskio, bet puikiai su juos sutaria. Prieš savaitę LLRA sugrįžo į valdžią Trakų rajone remiama taip Tomaševskio nekenčiamų (ir vice versa) konservatorių bei liberalų, Vilniuje LLRA jau 15 metų beveik be pertraukų dalyvauja visose valdančiosiose koalicijose (tai su liberalais, tai su konservatoriais). Vyriausybės lygmenyje irgi LLRA jau trečią kartą įeina į valdančiąją daugumą. Kai  už LLRA paramą užtenka duoti vos kelis postus bei pažadėti padiskutuoti apie problemas — kodėl kas nors turėtų dalintis prestižinėmis vietomis sąrašuose su kažkokiais lenkais? Ypač kad į šias vietas pretenduoja daugybė nusipelniusių partinių bosų bei verslininkų, galinčių reikšmingai paremti partijos rinkiminę kampaniją?...

Tai nereiškia, jog „lietuviškos“ partijos nenorėtų patraukti į savo gretas lenkų ar patraukti jų balsus. Norėtų, bet nieko nesiūlydamos mainais. Jiems paliekamas „vyšnios ant torto“ vaidmuo. Lenkai reikalingi tik tam, kad parodyti šių partijų atvirumą, jie turi teisę aršiai kritikuoti Tomaševskį ir LLRA (tol kol partija su jais nesusitars), bet nekelti lenkų mažumos problemas, o jau tikrai beveik jokia partija neįtrauks šių problemų sprendimo į savo oficialią programą. Na ir be abejo nieks nepasiūlys jiems vietos rinkimų sąraše aukštesnės negu kokiam nors trečiajame dešimtuke. Tokiom sąlygoms tos lenkiškos vyšnios — ypač turint mintyje, jog lietuviai balsuoja visada už lietuvius, o lenkai už „lietuviškas“ partijas ir jų lenkiškus kandidatus, kurie negali pasiūlyti nieko tautinių mažumų problemų srityje, balsuoja nenoriai — neturi praktiškai jokių realių šansų patekti į savivaldybės tarybas ar parlamentą. Todėl nereikėtų stebėtis, jog vis mažiau Lietuvos lenkų — ypač tų, kurie savo bendruomenėje turi jau tam tikrą statusą, autoritetą ar įtaką — nori dalyvauti tokiuose žaidimuose, vaidinti vyšnias ant konservatorių, socialdemokratų ar liberalų tortų. Tie, kurie svajoja apie politinę karjerą po biški traukiasi iš „lietuviškų“ partijų į LLRA, kiti puikiai supranta, jog iš esmės — išskyrus tam tikrą psichologinį diskomfortą dėl neapgalvotų pasisakymų — nei Tomaševski, nei LLRA jokios realios įtakos jų kasdieniniam gyvenimui neturi, o likusieji — tiesiog priprato ir išmoko su tuo gyventi...

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Paweł Sobik] 158.129.69.*

    Liczyłem kiedyś statystki udziału Polaków w wyborach sejmowych z list innych niż AWPL. W 2004r. było to 19 (1,8% wszystkich kandydatów), w 2008r. - 33 (2,3%), w 20012r. - 30 (1,7%).

    Zaś najwyższe miejsca na listach partii które przekroczyły próg:
    2004r. - 23 na liście Paksasa T.Michniewicz (ostatecznie spadł o 9 pozycji w rankingu)
    2008r. - 21 na liście LRLS I.Turkiewicz (również ostatecznie o 9 pozycji w dół)
    2012r. - 27 na liście Paksasa K.Krupaviciene (tym razem spadek o 14 pozycji).

    Z ciekawostek: W trzech ostatnich wyborach na listach Związku Ojczyzny nigdy nie było żadnego Polaka.

    Nie mam niestety danych do 2000r. bo wówczas Komisja Wyborcza w ankietach kandydatów nie pytała o narodowość. Z pamiętnych spraw to M.Czobot miał kłopoty by wystartować w wyborach w 1996r. z okręgu w którym uzyskał mandat (Nowe Miasto) i zgarnąć biorące miejsce na liście LKDP.

  • vile

    Paweł, właśnie wyniki sprzed 2004 roku są najciekawsze, bo wówczas litewskie partie jeszcze aktywnie zabiegały o polskie glosy. Np. w wyborach 2002 roku połowę listy liberałów w rejonie wileńskim stanowili Polacy (i tak ostatecznie żaden nie dostał się do Rady). W 2000 roku Płokszto u socjaldemokratow startował z 35 pozycji (spadł o "zaledwie" dwie). W 2002 roku Popławski w Wilnie startował u liberałów z 8 (spadł na 15, ale do rady sie dostał) itp. Generalnie jednak tak wtedy jak i dzis byly to "wisienki" na torcie. Tylko wówczas jeszcze miały jakieś szanse (Polacy chetniej głosowali na alternatywnych kandydatow) i niektórzy się dostawali do rad bądź sejmu.

  • renatapiszaca

    Vile,ostatecznie pomogles mi podiac decyzje odnosnie wyborow do samorzadu. Decyzje pewnie wiesz. Wczoraj jadlam z Litwinami bifsztyk tatarski na swoim podworku i myslalam: "Kurcze, uwielbiaja "polska" kuchnie, nie gonia mnie, na chacie wisi flaga z pogonia, pasuje im, ze jestem Polka, a nawet lubia ten fakt. Czego jeszcze nam trzeba? ;) Jak komus tu na Litwie zycie nie pasuje, mamy otwarta droge do RP..". Moja siostra tak i zrobila, emigrowala do Polski. Pasuje mi wszystko, nawet to,ze AWPL przyjazni sie z innymi partiami. To jest jakas nadzieja na to, ze powoli ich obraz homo sovieticus, za jakis czas sie przeksztalci w cos bardziej nowoczesnego i pozytecznego. Vile, miales cholerna racje! To juz jestem tam gdzie Ty, tym glosem zza kurtyny ;).

  • vile

    Renata, wisienki na torcie też są potrzebne. Bez nich tort nie jest już taki smaczny :) Mam nadzieję, że kiedyś partie ogólnokrajowe zrozumieją, że potrzebuja nie tylko wisienek.

© Inna Wileńszczyzna jest możliwa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci