Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
stat4u
Blog > Komentarze do wpisu

Dobra czy zła wiadomość?

Jeśli chodzi o Polaków na Litwie to w tegorocznym raporcie Departamentu Bezpieczeństwa Państwowego (VSD) na temat zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego Litwy są dwie wiadomości: dobra i zła. Żadna jednak z nich nie jest sensacją. „W ciągu kilku ostatnich lat w Litwie Południowo-Wschodniej ostatecznie uformował się ruch polskich skrajnych nacjonalistów. Zdaniem VSD pierwotną przyczyną powstania tego ruchu była dosyć duża społeczna i kulturowa izolacja wspólnoty polskiej na Litwie, jednak znaczący impuls ruchowi nadała coraz aktywniejsza działalność prawicowych organizacji z Polski na Wileńszczyźnie oraz kontakty z nimi” — ta wiadomość jest niewątpliwie zła, gdyż w chwili obecnej najmniej takiego ruchu potrzebujemy. Dobra polega na tym, iż „w ocenie VSD wspomniany ruch nie stanowi zagrożenia dla terytorialnej integralności Litwy” czyli VSD w klarowny sposób wyjaśnił wszelkiej maści talibom, iz ze strony litewskich Polakow nic litewskiej panstwwoości i integralności terytorialnej nie grozi. Akurat nie trzeba być analitykiem kontrwywiadu, żeby dojść własnym rozumem do identycznych wniosków. Pisałem zresztą o tym już kilkakrotnie i dużo szerzej niż VSD. Od mniej więcej dwóch lat można zaobserwować wzmożone zainteresowanie polskich organizacji nacjonalistycznych czy kibolskich Wileńszczyzną oraz próby tworzenia przez nie na Litwie nieformalnych organizacji czy grup o charakterze radykalno-narodowym. Niewątpliwie te grupy, liczące od siły kilkadziesiąt osób, nie stanowią zagrożenia dla Litwy, jednak negatywnie wpływają na wizerunek Polaków i Polski w społeczeństwie litewskim, a więc i oddalają możliwość porozumienia polsko-litewskiego w kwestiach ważnych dla obu stron. Zwraca zresztą na to uwagę i VSD, podkreślając, iż ich „działalność i osobne incydenty mogą nasilać napięcia na tle etnicznym na Litwie Południowo-Wschodniej, wzbudzać negatywne stereotypy w społeczeństwie litewskim wobec wspólnoty polskiej na Litwie.” Raport VSD potwierdza też przypuszczenia komu polsko-litewski konflikt może być na rękę. I na pewno nie są to ani Polacy, ani Litwini. Ani Polska, ani Litwa.

W tegorocznym raporcie Departament Bezpieczeństwa Państwowego już nie owija w bawełnę. Raport jest dużo bardziej szczegółowy niż sprawozdanie z poprzedniego roku, wymieniono w nim i konkretne organizacje działające na szkodę litewskich interesów, i konkretne rosyjskojęzyczne media (PBK, „Obzor”, „Litowskij Kurier” i „Ekspres Nedelia”) uczestniczące w wojnie propagandowej przeciwko Litwie, i konkretne metody działalności szpiegowskiej oraz konkretne obiekty zainteresowania obcych wywiadów, i nawet konkretnych szpiegów działających na Litwie pod przykryciem dyplomatycznym. Przede wszystkim zaś litewski kontrwywiad nie ukrywa się już za eufemizmem „kraje trzecie” — który niektórzy byli gotowi stosować także wobec Polski — gdy mówi o państwach, które prowadzą na Litwie wroga naszym interesom narodowym działalność wywiadowczą. Tylko mówi wprost, iż chodzi o Rosję (SWR oraz GRU) oraz Białoruś (KGB oraz GRU). Właśnie te kraje i organizacje — informuje VSD — „w celu wywarcia wpływu na litewską politykę wewnętrzną i zewnętrzną wykorzystują tak miękkie, jak i twarde środki oddziaływania.” Arsenał tych środków jest naprawdę imponujący i wszystkich zainteresowanych odsyłam do raportu VSD. Jednak w kontekście tematów, którymi sie zajmuję na blogu, warto zauważyć, że litewski kontrwywiad w kilku miejscach podkreśla, jak ważne miejsce w antylitewskiej działalności rosyjskich służb specjalnych zajmuje podsycanie „konfliktów na tle etnicznym oraz przeszkadzanie w integracji mniejszości narodowych w społeczeństwo litewskie.” „Rosja dąży do wykorzystania w swoich interesach w krajach bałtyckich i problemów Wileńszczyzny. Działalność oraz żądania niektórych liderów polskiej społeczności na Wileńszczyźnie są zgodne z celami rosyjskiej polityki zagranicznej. Rosyjska ambasada w Wilnie szczególnie aktywnie wspiera sojusze przedwyborcze partii tworzonych na zasadach etnicznych oraz wspólne nagłaśnianie przez nie „aktualnych” problemów” — zauważa VSD. Warto podkreślić, iż VSD nie nazywa ani liderów AWPL-ZPL, ani jakichkolwiek innych polskich liderów na Litwie agentami Moskwy, jedynie wskazuje, że działalność niektórych z nich może być na rękę Kremlowi.

Ujawnianie informacji Departamentu Bezpieczeństwa Państwowego nie jest dobrą praktyką. Do informacji tej powinny mieć dostęp tylko kilka najważniejszych osób w państwie" — uważa Julius Sabatauskas, przewodniczący sejmowego Komitetu Prawa i Praworządności. Moim zdaniem się myli. Jest oczywistą oczywistością, iż VSD w swoim raporcie udostępnił tylko te informacje, które nie mogą zaszkodzić bezpieczeństwu narodowych, a nawet przeciwnie, mogą pomóc w  przezwyciężeniu zagrożeń dla bezpieczeństwa kraju. Społeczeństwo, media i politycy powinni bowiem zdawać sobie sprawę z tego jakie zagrożenia, z czyjej strony i z jakiego powodu mogą zagrażać Litwie. Jednym z takich zagrożeń — o czym niedwuznacznie ostrzega VSD — są nieuregulowane kwestie związane z mniejszościami narodowymi i ich integracją. Obecnie, w obliczu wydarzeń na Krymie, ich uregulowanie powinno być jednym z priorytetów litewskiej polityki wewnętrznej. Im szybciej rozwiążemy te w gruncie rzeczy symboliczne problemy (np. dotyczące pisowni nazwisk czy dwujęzycznych tabliczek), tym mniejsze pole do popisu będą miały na Litwie służby specjalne „krajów trzecich” i ich lokalni współpracownicy.

VSD nie podaje wskazówek w jaki sposób te konflikty powinny być rozwiązane. To zadanie dla polityków. Sądzę, że mogliby je rozwiązując skorzystać z rady litewskiego politologa i publicysty Virginijusa Savukynasa: „Jeśli nie chcemy ruchów separatystycznych, należy jak najszybciej zezwolić na dwujęzyczne napisy oraz oryginalną pisownią nazwisk. Bardzo szybko możemy rozwiązać te problemy i w ogóle ten nie potrzebny konflikt. Jest czymś oczywistym, że pisownia nazwisk nie jest częścią języka, dlatego nie są żadnym niebezpieczeństwem dla języka litewskiego. Podobnie żadnym niebezpieczeństwem nie są dwujęzyczne nazwy ulic. W międzywojennym Kownie istniały trójjęzyczne nazwy ulic. Obok nazw litewskich i polskich były napisy w języku jidysz”. Problemem wszystkich krajów postkolonialnych — i tych leżących na terenie byłego ZSSR, i tych leżących w Afryce równikowej — jest instrumentalne rozumienie demokracji jako władzy większości. Owszem demokracja, wg standardów zachodnich, to oczywiście władza większości, ale z poszanowaniem praw mniejszości. Ten szacunek wobec mniejszości (nie tylko narodowych), dbanie o ich integrację ze społeczeństwem i wyrównanie ich szans startowych czasami może budzić u nas, postkolonialnych troglodytów, uśmiech lub oburzenie, ale jest to jedyny sposób na utrzymanie stabilności w postmodernistycznym społeczeństwie. Ukraina zrozumiała to dopiero po aneksji Krymu. I to jest — dla niej — wiadomość zła. My jednak dostalismy szansę nauczyć się czegoś na cudzych błędach. I to jest wiadomość dobra.

czwartek, 20 marca 2014, vile

Polecane wpisy

Komentarze
2014/03/21 15:39:26
Jak się patrzy na mapkę zamieszczoną tu pl.delfi.lt/myep/kolejny-region-prosi-sie-do-rosji-kto-nastepny.d?id=64328160 , to wizja Pinokia Landsbergisa (o witających putinowskie czołgi, tanki) wydaje się nawet prawdopodobna.

Łatgalia i Wileńszczyzna. Brakuje jeszcze tylko jakieś trasy do Obwodu Królewieckiego.
-
2014/03/21 17:13:09
Którys z polskich politologów (?) pisał osattnio, ze nastepnym krokiem Putina będzie właśnie korytarz do Królewca. Dla mnie to naciagane. Nie wierzę w konflikt Rosji z NATO czy UE, zreszta i dla takiej irrydenty nie ma na tych terenach żadnego liczącego się poparcia. Nawet wśród Rosjan. Ale fakt, że Ukraina - to sygnał dla wszystkich krajów sąsiadujących z Rosją, że pewne sprawy trzeba uregulować. Nie tylko wojskowe.