Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
stat4u
Blog > Komentarze do wpisu

Polskie przedszkola narzędziem rusyfikacji?

Jedna z czytelniczek mojego bloga, Polka z tzw. Korony, która na stale mieszka w Wilnie, zwróciła moją uwagę na pewien problem, który być może nieco umyka naszej, wilniuków, uwadze: „Długo się z mężem zastanawialiśmy do jakiego przedszkola — polskiego czy litewskiego — oddać naszego syna. Ostatecznie wybraliśmy polskie, stwierdzając, iż już sama przeprowadzka z Warszawy do Wilna była dla niego wystarczająco stresująca. Jakież było nasze zdziwienie, gdy się okazało, że już po kilku dniach uczęszzcania do przedszkola syn zaczął mówić płynnie… po rosyjsku! W domu rozmawia ze mną poprawną polszczyzną, ale jak tylko się spotyka z kolegami z przedszkola natychmiast przestawia się na polsko-rosyjski mix. Zresztą wcale mu się nie dziwię skoro nawet panie przedszkolanki mówią z dziećmi w jakiejś cudacznej polsko-rosyjsko-litewskiej mieszance. Nie mam nic przeciwko gwarze wileńskiej, kresowy akcent jest bardzo miły, ale czy polskie przedszkole nie powinno jednak uczyć poprawnego polskiego?” Możnaby było to oburzenie spisać na karb przewrażliwienia „koroniarki”, gdyby nie to, że dokładnie takie same sygnały płyną do mnie od moich wileńskich krewnych i przyjaciół, których dzieciaki uczęszczają do polskich przedszkoli. Niektórzy próbuja ominąć problem oddajac dzieci do przedszkoli litewskich. dziecko i litewskiego sie nauczy i rosyjskie wpływy go omina. Sęk w tym, że litewskie przedszkola w Wilnie są przepełnione, a i tak z rosyjskim dziecko się zetknie... w polskiej szkole. Ba, znam nie tylko przedszkolanki, ale i szefowe polskich przedszkoli z Wilna, które nie są w stanie ułożyć po polsku poprawnie nawet jednego zdania. Z trudem się wierzy, że po 24 latach niepodległości, przy powszechnym biciu na alarm na temat zagrożenia lituanizacją, polskie przedszkola są instrumentem… powtórnej rusyfikacji.

Niewątpliwie ten rosyjski bierze się przede wszystkim z domu. Rodzice rozmawiają w takiej polsko-rosyjskiej mieszance, oglądają nagminnie rosyjskie audycje i filmy w tv, słuchają rosyjskiej muzyki i te preferencje — volens nolens — przejmują ich dzieci. Pamiętam, że na przełomie lat 80/90-ych, gdy na Litwie zaczęto retransmitować TVP 1 wszyscy oglądaliśmy tylko polską telewizję. I Polacy, I Litwini. Po prostu była o niebo lepsza i ciekawsza niż ówczesne telewizje litewskie czy rosyjskie, dostępne na Litwie. Zachodnie filmy i seriale, jakościowe programy rozrywkowe i informacyjne — to wszystko sprawiało wrażenie  otwarcia się na świat, tylko o tym się rozmawiało podczas przerw między lekcjami, a podczas zjazdów rodzinnych omawiano losy bohaterów „Dynastii” i „Twin Peaks”, dyskutowano o „Solidarności”, Wałęsie, Mazowieckim, Tymińskim... Poza tym to właśnie za sprawą „Jedynki” usłyszeliśmy po raz pierwszy Kult, T. Love, Dezertera, Big Cyc, Manaam, IRA, których kasety i płyty następnie sprowadzaliśmy przez znajomych i krewnych z Warszawy.

Nie mam oczywiście na potwierdzenie swoich subiektywnych spostrzeżeń żadnych statystyk czy badań naukowych, ale wydaje mi się, że jeśli istniała w ostatnich latach szansa na  przywrócenie roli kultury polskiej i języka polskiego na Litwie — to istniała ona właśnie w latach 1989-1992 za sprawą przede wszystkim odrodzenia narodowego polskiej mniejszości na Litwie, ale też za sprawą TVP 1, licznych ówczesnych periodyków w języku polskim, których nakłady sięgały 16-20 tysięcy egzemplarzy, oraz powstałego nieco później Radia „Znad Wilii”. Znam wielu Litwinów, w mniej więcej moim wieku, którzy żeby oglądać TVP 1 nauczyli się języka polskiego (w starszym pokoleniu podobną funkcję pełniło „Lato z Radiem” i polskie czasopisma kolorowe). Niestety w roku 1993 TVP 1 została zastąpiona przez TVP Polonia, produkt absolutnie nie odpowiadający gustom i zainteresowaniom ani Polaków na Litwie, ani tym bardziej Litwinów. W tym samym czasie wzmocniły się programowo i warsztatowo telewizje rosyjskie i rozpoczęła się ich powolna ekspansja na Litwę, rok czy dwa później pojawiły się także pierwsze prywatne, konkurencyjne (jeśli chodzi o jakość programu) telewizje litewskie i nastąpił — obok w jakims stopniu zrozumiałego procesu lituanizacji — proces ponownej (częściowej) rusyfikacji Polaków na Litwie. Dziś to właśnie ich dzieci uczęszczają do polskich przedszkoli.

Nie jestem przeciwnikiem ani gwary wileńskiej, ani nie jestem przeciwnikiem socjolektu w stylu „Pulaków z Wilni”. Nawet lubię ten nasz specyficzny wileński język. Ostatecznie jesteśmy skazani na dwu- i trójjęzyczność. Na wszystkie jej strony dodatnie i ujemne. Wszystkie badania wskazują, że dzieci dwu-lub wielojęzyczne osiagają lepsze wyniki w nauce, są bardziej otwarte i rozwinięte. Jednocześnie ich granice poprawności językowej są bardziej płynne, bardziej zatarte niż w przypadku dzieci jednojęzycznych. I szczerze mówiąc nie mogę zrozumieć miejscowych polonistów, którzy z uporem zepsutej katarynki nawijają, iż „tak nikt w Wilnie nie mówi”, „nigdy nie słyszałam, żeby ktokolwiek tak mówił” etc. Swoją droga nie wzbudzaja ich krytyki cotygodniowe felietony Wincuka w Kurierze Wileńskim" mimo iż z poprawną polszczyzną nie mają nic wspólnego. A i nigdy nie słyszałem, żeby ktoś tak na Wileńszczyźnie mówił. Czasami wydaje mi się, że mieszkamy w dwóch różnych Wilnach. W ich Wilnie Polacy mają skrzydełka i aureole wokół głowy, wysławiają się nie tylko poprawną polszczyzną, ale wręcz trzynastozgłoskowym aleksandrynem polskim. W moim Polacy — oczywiście nie wszyscy i nie non stop — mówią tak jak opisują to „Pulaki z Wilni”, ale przez to nabierają i cech swego rodzaju wyjątkowości. Nie należy bowiem zapominać, że — jak mawiał Alf, bohater serialu transmitowanego przez TVP 1, który w latach szkolnych wzbudzał nasz zachwyt — zasady są po to, aby je łamać! Jednak — jak słusznie zauważył Bartek Połoński, autor kultowego, napisanego współczesnym wileńskim slangiem młodzieżowym „Robczika” — aby łamać zasady należy je znać. I od tego jest polska szkoła i polskie przedszkole, żeby tych zasad poprawnego wysławiania się i pisania po polsku nauczyć.

Tych zasad jednak nie nauczą nauczyciele i wychowawcy, którzy sami z wielkim trudem wysławiają się po polsku. Wczoraj uczestniczyłem w bardzo interesującej dyskusji ze studentami z Polski i Litwy w ramach projektu Idera. Spotkania". Studenci z Polski, przebywając na Litwie, odwiedzili m.in. szkołę polską w Solecznikach i nie kryli zdumienia. Tak współczesnej, dobrze wyposażonej, pięknie wyremontowanej szkoły — podkreślali zgodnym chórem — w Polsce ze świecą szukać. Niewątpliwie byli nieco zbulwersowani tym, że szkoły w obcym bądź co bądź państwie wyposaża się, buduje i remontuje za ich, polskich podatników, pieniądze. Byliby pewnie jeszcze bardziej zbulwersowani, gdyby się dowiedzieli, że w tych polskich szkołach i przedszkolach nauczają czasami pedagodzy nie znający języka polskiego. 

Z moich lat szkolnych mógłby chyba na palcach jednej ręki policzyć nauczycieli, którzy władali poprawną polszczyzną. Jednak ja się uczyłem w czasach, gdy wyjazd nawet do krewnych w Polsce (już nie mówiąc o jakichś studiach czy szkoleniach dla nauczycieli w Warszawie) graniczył z cudem. Natomiast faktu, że dzisiaj nadal są nauczyciele i wychowawcy w polskich szkołach i przedszkolach, którzy do dzieci się zwracają po tutejszemu, szczerze mówiąc nie jestem w stanie racjonalnie wytłumaczyć. I nie wyobrażam sobie w jaki sposób udaje się go pogodzić z hasłem „polska szkoła jest najlepsza”…

poniedziałek, 20 stycznia 2014, vile

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: tomasz, *.internetdsl.tpnet.pl
2014/01/20 09:36:49
No niestety. Sama prawda.
-
2014/01/20 10:00:48
Muszę przyznać, że wcześniej nawet nad tym sie nie zastanowiałem tak naturalne to mi się wydawało, ale przecież to jest faktycznie smutne :(
PS. I żeby nie było tak że wrzucam wszystkich nauczycieli i wszystkie szkoły oraz przedszkola do jednego worka. Są oczywiście i nauczyciele dbający o język polski, i przedszkola, i szkoly. Ale trend jest raczej w innym kierunku :(
-
Gość: Dariusz, *.internetdsl.tpnet.pl
2014/01/20 21:16:37
Tak jak Tomasz muszę stwierdzić, że nic dodać, nic ująć. Sam wielokrotnie w różnych dyskusjach zwracałem uwagę, iż bicie na alarm z powodu zagrożenia polskiej oświaty lituanizacją jest śmieszne z uwagi właśnie na to, że w polskich placówkach oświatowych ciężko jest usłyszeć poprawną polszczyznę. Może najpierw niech ci którzy tak dzielnie walczą z lituanizacją polskiej oświaty, postarają się wyeliminować wtórną(?) rusyfikację.
-
2014/01/21 09:15:27
do Dariusza: Nie należy bagatelizować zagrożenia lituanizacja, bo ten proces jednak postępuje. Np. slang młodzieżowy staje się coraz bardziej litewski. Ale faktycznie zagrożenie wtórną rusyfikacją nadal jest olbrzymie z uwagi na podobieństwo języków. Litewski jednak jeszcze przez długi czas bedzie językiem obcym.
-
Gość: kk, *.etanetas.lt
2014/01/22 11:07:54
1. Czy oddać do litewskiego lepiej?
2. Kto na Litwie kształci panie przedszkolanki, a i panie od różnych chemii-historii dla polskich szkół? Nikt. Jako zwolennik teorii spiskowych widzę w tym celowe działanie. Ohydni komuchy kształcili coś takiego w Nowej Wilejce, późniei na Pedagogicznym A Litwa? Nawet zatrudnienie w szkole posiadacza dyplomu z Korony stanowi kłopot nostryfikacja, zgody, kategorie
3. Oczywiście, tutejsi Polacy sami nie dbaja o to Mając możliwośc, lepiej nam idzie zatrudnić krewniaka, kochankę, kolegę, niż kogoś posługującego sie porawną polszczyzną. Ale tu mamy już czystą litewskość w urzędach ani jednego fachowca. Sami tylko starsi specjaliści.
4. TV, media, internet, sprawa matury z polskiego Polsce jako całokształtowi tutejsza polskość nie jest potrzebna. Zadaniem nadrzędnym jest dokopanie Rosji. Jako pole do osiągnięcia sukcesów zastępczych dokopanie nam, zrusyfikowanym po raz któryś.
5. Pięknie wyposażona szkoła w Solecznikach czemu powodem do bulwersacji? Dlaczego nie powodem dla dumy?
6. Czy z lat szkolnych Autora procent poprawnych matematyków, rusycystów, biologów et cetera był lepszy niż nauczycieli, władających poprawną polszczyzną?
7. Jak wielu rówieśników Autora, stanowiących dla Autora pewien autorytet - kultowych autorów kultowych Robczików, twórczych punków i w ogóle niezależnych i postępowych poszło uczyć do szkół i przedszkoli? O poprawności ich polszczyzny nie pytam, sama liczba ciekawi.
Nasze przedszkola i szkoły, uczniowie i nauczyciele są jakie są. Wzorując się na kapitanie z C.K. Dezerterów powiem, że nie widzę możliwości urobienia ich do konsystencji, przewidzianej przez regulamin. Są najlepszymi na tej szerokości geograficznej... Nie jest gorzej, niż w analogach litewskich. Nie jest gorzej, niż w litewskich medycynie, sztuce, polityce... Pierwsze odpolszczenie trwało minimum 90 lat, drugie prawie 50, dzisiejsze 20. A jednak jakoś istniejemy!
-
2014/01/31 17:21:09
do kk: jeśli dobrze kojarzę to sa to pytania retoryczne? Ale sprobuje jednak na nie odpowiedzieć:
ad 1. Moim zdaniem - absolutnie nie, ale sytuacja napewno nie jest jednoznaczna i rozumiem tych, którzy jednak oddają. Oczywiscier, szkoła powinna byc nawet w takim przypadku polska.
ad 2. Kształca pewnie uniwrsytety, ale nikt przeciez nie stoi na przeszkodzie w szlifowaniu polszczyzny, doksztalcaniu się w Polsce, i znam WIELU nauczycieli, ktorzy tak czynią. PS. Nostryfikacja nie stanoiw żadnego wiekszego problemu, kategorie nie obowiazuja tych co złozyli mature po roku 1993.
ad 3. Też prawda. Szwagierrepublika :(
ad 4. Warto się zastanowic jak to zmienić.
ad 5. Bulwersuje, że zostala wyposazona przez RP a nie krajw ktorym sie znajduje.
ad 6. Pewnie był podobny. Opisywałem jednak inne zjawisko.
ad 7. Primo, nie autorzy Robczików i nie punkowie stanowią dla mnie autorytet, tylko raczej piekny wilenski koloryt swiadczący o tym, ze polskość na LT może miec współczesne wydanie, a nie tylko martyrologiczno-folkowe. Secudno, baaardzo wielu moich przyjaciół i kolegów poszło do szkół i przedszkoli i wiem jak duzo pracy i serca wkładaja w swoją pracę. A gdyby jeszcze nie musieli co rok-dwa ulotki partyjne roznosić itp....
No właśnie: istniejemy. Ale liczebność nasza sie zmniejsza. Zmniejsza duzo szybciej niz np. Litwinów. I to jest niepokojace. Jesli chcemy przetrwac nastepnych 50 lat - musimy miec nie podobny poziom do litewskiego, tylko wyższy. to jedyna szansa.