Menu

Inna Wileńszczyzna jest możliwa

Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich

New Hope for the Wretched

vile
„Bardzo szkoda, ale w nowym roku raczej nie nastąpią żadne znaczące zmiany w stosunkach polsko-litewskich. W Polsce wola polityczna do zmiany tych stosunków na lepsze pojawia się, natomiast na Litwie poza gadaniem nie wydarzyło się w tej kwestii nic pozytywnego i wątpię by cokolwiek się w najbliższej przyszłości zmieniło, chociaż Radek Sikorski i miał nadzieję na to, że nowe litewskie władze będą bardziej wyrozumiałe wobec kwestii stosunków polsko-litewskich” — jeden z czołowych litewskich publicystów liberalnych, redaktor portalu internetowego 15min.lt Rimvydas Valatka nie tryska w wywiadzie udzielonym Radiu „Znad Wilii” optymizmem. Niestety najpewniej ma rację. Trudno oczekiwać jakichś znaczących ruchów na temat polepszenia stosunków polsko-litewskich w 2014 roku. Nie sądzę, co prawda, by doszło i do powrotu do stanu „zimnego pokoju” sprzed kilku lat. Litewska prezydencja w UE i walka o umowę stowarzyszeniową z Uktraina (będącą w interesie tak Polski jak i Litwy), która hamowała parcie obu stron na publiczne pranie polsko-litewskich brudów, się skończyła, ale AWPL nadal pozostaje w litewskim rządzie. Wątpliwe, by Warszawa zdecydowała się na ostrą krytykę rządu współtworzonego przez litewskich Polaków. Poza tym Litwa została członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ. Czy istnieje jednak hope for wretched, nadzieja na zmiany w dalszej historycznej perspektywie? Oponenci bardzo często mają wobec mojej publicystyki dwa zarzuty. Zarzut pierwszy zazwyczaj brzmi następująco: skoro jest Pan taki mądry dlaczego nie zaproponuje AWPL, ZPL i reszcie branżowych organizacji prawidłowej strategii walki o prawa polskiej mniejszości narodowej na Litwie. Zarzut drugi: skoro jest Pan taki mądry dlaczego sam nie zabierze się za działalność polityczną? Oba zarzuty są nie słuszne w tym sensie, że już dziesiątki razy na te pytania — i na blogu, i poza nim — odpowiadałem. Ale repetitio est mater studiorum, szczególnie że nawet osoby przychylnie wobec mnie nastawione te pytania(tylko w bardziej przyzwoitej formie) zadają, więc mogę pokrótce powtórzyć odpowiedzi raz jeszcze.

Przede wszystkim: brałem udział w działalności politycznej. Najpierw w strukturach powstającego Związku Polaków na Litwie, następnie — po dłuższej przerwie zwiazanej ze studiami — przez blisko dziesięć lat działałem w litewskim ruchu liberalnym. Bardziej jako ekspert niż czynny polityk, ponieważ nie posiadam w sobie talentów trybuna ludowego. O wiele bardziej interesuje mnie analizowanie rzeczywistości, wyciąganie wniosków i tworzenie prognoz, rekomendacji, przedstawianie propozycji i alternatyw, niż przemawianie z beczki do tłumów. Mimo to brałem udział i w kampaniach wyborczych (raz jako kandydat na radnego, kilkakrotnie jako członek sztabów wyborczych), i w przygotowaniu programów partyjnych oraz rządowych. Dlaczego zrezygnowałem? W XVIII wieku w Rosji krążyła taka anegdotka. Dowódcę pewnego małego garnizonu spytano, dlaczego nie strzelał z armat w dniu imienin cesarzowej. Odpowiedź brzmiała: „Stało się tak z powodu dziewiętnastu przyczyn. Po pierwsze, nie miałem prochu.” Mógłbym również długo się rozpisywać na temat tego, co mnie w litewskiej polityce rozczarowało i wymienić co najmniej 19 przyczyn nie uczestniczenia w niej, ale na szczęście wyręczył mię w wywiadzie dla Radia „Znad Wilii” Rimvydas Valatka przedstawiając to najważniejsze „po pierwsze”: „Na Litwie wszystkie partie są partiami narodowymi (tautininkasowymi). Poczynając od partii Waldemara Tomaszewskiego i kończąc na socjaldemokratach. Panującą ideologią jest ideologia tautininkasowska lub — mówiąc po polsku — endecka.

Czy to oznacza, że sytuacja jest bez wyjścia, że na zawsze pozostaniemy w zaczarowanym kręgu narodowych kompleksów i stereotypów? Rimvydas Valatka nie wyklucza, że tak. „Istnieje wśród Litwinów pewna mania na punkcie spraw narodowych, językowych. John Kennedy mawiał: Nigdy nie zapędzaj swego przeciwnika w róg, bo w rogu staje się on nieprzewidywalny. My niestety zapędziliśmy się w róg, z którego nie ma wyjścia i dlatego tryumfują postawy tautininkasowskie, endeckie. I ci, którzy mają po 0,5 proc. poparcia nieoczekiwanie dyktują swoją ideologię wszystkim partiom. Zawsze istnieje możliwość pozostania w błędzie. Etyka chrześcijańska uczy nas, że błądzić jest rzeczą ludzką, nieludzkie jest jedynie trwanie w błędzie.  Nasza historia ma niestety wiele przykładów, gdy pozostaliśmy w błędzie…” Ja nadal mam nadzieję, że wyjście istnieje. Wcześniej czy później nastąpi wymiana pokoleniowa w litewskiej elicie politycznej, do głosu dojdą bardziej pragmatycznie myślący politycy, dostrzegający prawdziwe problemy i zagrożenia, które stoją przed Litwą, a nie wyimaginowany polski rewanżyzm i imperializm. Niewątpliwie to jest zadanie przede wszystkim dla Litwinów, ale sądzę, że i my, Polacy, moglibyśmy się do takich zmian na litewskiej scenie politycznej przyczynić.

W jaki sposób? Od pisania takich strategii są specjaliści od marketingu politycznego, public relations, politolodzy itp. I potrzebna jest swobodna dyskusja polsko-polska nad podstawowymi założeniami takiej strategii. Jeszcze Stanisław Cat-Mackiewicz w Był bal" opisując XIX-wieczny ustrój angielski, który uważał za demokrację najlepszą vel klasyczną, pisał, iż jest to ustrój w którym programy podstawowych partii politycznych ksztaltują nie politycy, tylko niezależni publicyści: Tam tylko publicysta nie był związany z żadną partią i wypowiadał swobodnie myśli, które później mogły być adaptowane przez programy partyjne albo nie." Najgorsze co może przydarzyć się narodowi (czy jego części w postaci mniejszości narodowej) to nie system jednopartyjny (można znaleźć mnóstwo przykladów dobrze zarządzanych miast, landów, stanów, w których rządzi od lat jedna partia), tylko brak wolnych, niezależnych i krytycznych wobec władzy mediów. Gdy bowiem strategie narodowe są pisane przez polityków przy aplauzie publicystów", gotowych każde ich posunięcie uznać za genialne", od wielkości do tragedii pozostaje mniej niż jeden krok.

Gdybym jednak to ja miał taką strategię pt. „New hope for the Wretched” (że zacytuje piosenkarkę The Plasmatics Wendy O’Williams) zaproponować, zacząłbym od tego, że przez ponad 20 lat strategią polskiej mniejszości na Litwie na rozwiązanie problemów było spektakularne zwycięstwo wyborcze (czyli przekroczenie progu wyborczego) oraz wejście do rządu w charakterze równouprawnionego partnera. Po wielu latach względnych sukcesów i względnych klęsk ta strategia została, w roku 2012, zrealizowana. Jak wiadomo w kwestii polskich postulatów nie wiele to zmieniło. Aby normalnie istnieć i walczyć o swoje prawa. Polacy muszą mieć swoich przedstawicieli w Sejmie, rządzie itd. Uważamy jednak, że najmądrzej jest skupić się na tworzeniu struktur oddolnych" — powiedziałem jeszcze w 1994 roku w wywiadzie dla Kuriera Wileńskiego" w imieniu Klubu Polskiej Młodzieży Alternatywnej na Litwie. I tego się trzymam od 20 lat. Jeśli nie możemy czegoś stworzyć w ramach struktur państwowych lub przy ich pomocy — stwórzmy obok nich. Mniej wiary w dobrego cara, więcej — we własne siły.

Warto powrócić do idei o której pisałem wielokrotnie, także na tym blogu. „Ruch o prawa mniejszości na Litwie również zwycięży pewnego dnia nie z powodu manewrów na Sejneńszczyźnie jakiejś dywizji pancernej Wojska Polskiego, i nie z powodu wojowniczych wypowiedzi Sikorskiego, listów Tuska, i nawet nie wtedy gdy AWPL przekroczy próg wyborczy zdobywając o dwa czy trzy miejsca poselskie więcej,  tylko z powodu zrozumienia i poparcia dla naszych słusznych postulatów przez większość litewską. I o to poparcie,  i  o to zrozumienie trzeba i warto zawalczyć” — pisałem w roku 2011. I nadal jestem tego samego zdania. Jeśli chcemy, żeby rzeczywiście problemy zostały rozwiązane musimy stworzyć dwie podstawowe rzeczy.

Po pierwsze, wystarczająco silny, masowy, apolityczny i wpływowy ruch — jednoczący Polaków, ale przede wszystkim Litwinów — na rzecz realizacji postulatów mniejszości narodowych. Potrzebne jest po prostu silne lobby działające na rzecz takich postulatów. Nie przestanę powtarzać: ruch przeciwko segregacji rasowej w USA zwyciężył nie dla tego, że Czarne Pantery zaczęły strzelać do policjantów i nie dlatego, że poparli go prezydenci bananowych republik czarnej Afryki czy ZSSR, tylko dlatego, że po jego stronie opowiedziały się miliony białych, opowiedzieli się politycy, opowiedziały się gwiazdy z Hollywood, opowiedziały się media, a bycie rasistą przestało być „cool”. Czy jest taki scenariusz możliwy na Litwie? Niewątpliwie tak, to tylko kwestia opracowania odpowiedniej taktyki. To proces oczywiście bardzo długoterminowy, ale nietrudniejszy niż postulowane przez moich oponentów „przymuszenie" Litwy do porozumienia z Polakami za pomocą jakichś mistycznych sankcji. Namiastki zresztą działań na rzecz takiego wspólnego frontu czy lobby są podejmowane na Litwie od wielu lat, ale brakuje im rozmachu, finansowania, odwagi i nie spotykają się z odpowiednią uwagą tak oficjalnych czynników w Wilnie, jak i w Warszawie oraz są często traktowane z wrogą neutralnością (w najlepszym razie) przez lokalnych polskich liderów.

Po drugie, potrzebna jest strategia public relations na przedstawianie Polaków (w tym Polaków litewskich) oraz Polski w mediach litewskich. Szeroko zakrojona kampania informacyjna. Uważam za totalnie poroniony pomysł i trwonienie sił oraz środków tworzenie litewskojęzycznych wersji polskich portali internetowych czy gazet na Litwie. Tak jak absolutną większość Polaków nie przekona o pokojowych zamiarach Rosji robiony po polsku „Głos Rosji”, tak żadne tłumaczone z polskiego i/lub wydawane przez Polaków media nie przekonają Litwinów do polskich racji. Ich zasięg zawsze będzie niszowy i nigdy nie wykroczy poza tysiąc-dwa czytelników czyli ma znaczenie mniejsze od błędu statystycznego. Potrzeba bardziej wyrafinowanych sposobów: promocji polskości w stylu nice (Polaków z Litwy, którym udało się - biznesmenów, gwiazd showbiznesu), promocji polskości lojalnej wobec Litwy, a więc natychmiastowego piętnowania wszelkich nacjonalizmów i innych narodowych głupstw we własnym środowisku, współpracy z wpływowymi litewskimi dziennikarzami i publicystami, organizowanie dla nich wyjazdów do Polski, seminariów i konferencji, przekonanie ich a za ich pomocą szerokiej opinii publicznej do polskich propozycji, wspierania wspólnych polsko-litewskich inicjatyw medialnych, studenckich, społecznych, aktywnej polityki kulturalnej, wspierania turystyki, at last but not at least zmiany retoryki i wykreowania nowych, atrakcyjnych, elekwentnych, doskonale posługujących sie językiem litewskim i najlepiej apolitycznych twarzy medialnych wypowiadających się w imieniu polskim. Zorganizowanych, skoordynowanych działań w tym kierunku nie podejmowano praktycznie nigdy.

Niewątpliwie dla sukcesu takiej strategii niezbędne jest ustalenie priorytetowych zagadnień, na których rozwiązaniu Polsce i polskiej mniejszości na Litwie zależy (w chwili obecnej jest z tym spory kłopot i dlatego w rozmowach polsko-litewskich dominuje tzw. problem literki „w” w nazwiskach, mimo iż o wiele ważniejsze są np. kwestie związane z polską oświatą), i podretuszowanie politycznego image Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, jako politycznej reprezentacji litewskich Polaków i de facto wszystkich liczących się litewskich mniejszości narodowych. Opcja narodowo-katolicka, reprezentowana przez partię obecnie, jest trudna dla strawienia nie tylko dla większości litewskich wyborców (litewski katolicyzm jest dużo bardziej liberalny i powierzchowny niż polski, a endeckość dla Litwinow zawsze się będzie kojarzyła z utratą Wilna), ale i dla litewskich intelektualistów Polsce i Polakom przychylnych, którzy zazwyczaj wywodzą się ze środowisk liberalnych bądź lewicowych, a więc a priori przeciwnych zakazom aborcji, agresywnej homofobii czy obowiązkowemu nauczaniu religii w szkołach. Współpraca litewskich środowisk z polską partią w stylu Szwedzkiej Partii Ludowej czy słowackiej Most/Hid byłaby i łatwiejsza, i owocniejsza.

Czy taka strategia powstanie? Jeśli ma racje Rimvydas Valatka, że „obecna polityka partii rządzących jest w pewnym sensie korzystna dla Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. Oczywiście, że to nie oznacza, że AWPL nie jest w ogóle zainteresowana rozwiązaniem polskich postulatów. Ale wyobraźmy sobie, gdyby nie było problemów z pisownią nazwisk, z nazewnictwem ulic, jeszcze kilku drobnych problemów, co wówczas robiłaby AWPL i co mówiłaby swoim wyborcom?”, to pewnie nie. Jak śpiewała wspomniana już Wendy O'Wiliams: Masterplan — you had made it but you blew it." Pozostaje jedynie mieć nadzieje, że tym razem Valatka się pomylił. Bo obawiam się, że poza AWPL-ZPL w chwili obecnej na Litwie nie istnieje żadna inna polska siła społeczno-polityczna, która moglaby pokusić się o opracowanie takiej strategii, a tym bardziej o wcielenie jej w życie.


 

Komentarze (6)

Dodaj komentarz
  • Gość 78.60.246.*

    Kilka uwag do autora, z którym w zasadzie się zgadzam:
    - Może nie tyle chodzi o ideologię litewskich partii (endeckość), ile o elektorat litewski, który w zasadzie na Litwie jest skrajnie narodowy. Rozwiązanie problemu zmiana nastawienia ogółu społeczeństwa litewskiego do postrzegania postulatów polskiej mniejszości . Przykład szeregowy Litwin musi być przekonany, że dwujęzyczne tabliczki są Litwie na rekę, bo świadczą o europejskości kraju.
    - Oddolny ruch raczej nie. Mamy już coś w tym rodzaju - Forum Intelektualistów jak na Litwie, tak i w Polsce. Trzeba działać w strukturach politycznych, tylko nie tak jak to sie robi obecnie. Widzę jedyną mozliwość - zmianę obecnych liderów polskiej partii. Nowa jej twarz- postępowa, a nie prowicjonalna, charyzmatyczna, wykształcona, mówiąca świetnie w obu językach.

  • Gość: [kania] *.cgates.lt

    Do poprzednika:
    - Mi się wydaje, że trzeba przekonać szeregowego Litwina do tego, że dwujęzyczne napisy są im na rękę, bo w Europie z tym bywa różnie, bo w belgijskim Meninie burmistrz zakazał urzędnikom rozmawiać po francusku, chociaż francuski jest jednym z urzędowych języków w Belgii. Po prostu szeregowy wyborca nie powinien dwujęzycznych tabliczek się bać. Kiedy przestanie się bać, to przestanie go ten temat ciekawić;
    - A ja widzę szansę w oddolnym ruchu. Forum intelektualistów, to rzecz fajna, ale to jeszcze nie ruch, takich inicjatyw trzeba sto, zeby oni mieli realny wpływ na kształt państwa;
    - Polscy liderzy mogą się zmienić tylko wtedy, gdy zostaną przegrane wybory (i to raczej ni te unijne), a na to się nie zanosi. Zresztą nawet przegrana nie obowiązkowo powinna oznaczać zmianę. Bo AWPL faktycznie jest partią autorytarną i trzyma się na jednej osobie. Gdy nie będzie Tomaszewskiego to partia po prostu przestanie istnieć. A gdyby był jakiś liczący się ruch oddolny na Wileńszczyźnie to Tomaszewski i kompania musieliby się z nimi liczyć...

  • vile

    do Gościa i kani:
    "elektorat litewski, który w zasadzie na Litwie jest skrajnie narodowy"
    Ale żadne badania socjologiczne tego nie potwierdzają!!! Ze wszystkich badań przeprowadzonych w ostatnich latach wynika, że zdecydowana większość Litwinów ma do mniejszości narodowych albo stosunek pozytywny, albo neutralny. Narodowe (tautininkasowe) są przede wszystkim elity polityczne i medialne. Niewątpliwie natomiast istnieje wśrod Litwinow nieufność wobec Polaków (uwarunkowana historycznie a jeszcze bardziej szapokowskim nauczaniem historii przez n-lat).
    "Rozwiązanie problemu zmiana nastawienia ogółu społeczeństwa litewskiego do postrzegania postulatów polskiej mniejszości "
    100 proc. racji i to właśnie postuluję. Tylko to zadanie na lata świetlne. W chwili obecnej potrzeba przynajmniej stworzenia mocnego lobby na rzecz polskich postulatow wśród Litwinów. Tak jak pisze kania - trzeba przekonac Litwinow, ze to sprawa bez znaczenia dla ich świadomości narodowej.
    "Oddolny ruch raczej nie. Mamy już coś w tym rodzaju - Forum Intelektualistów jak na Litwie, tak i w Polsce."
    Forum Intelektualistów - tu również się z kanią zgadzam - to piekna rzecz ale nie ruch. Ruch powinien mieć intelektualne zaplecze, ale też odpowiednią masowość.

    Podsumowując: należy dążyc do zmiany nastawienia elektoratu litewskiego wobec polskich postulatów. W tym celu potrzebni sa sojusznicy w litewskiej polityce i mediach (z jednej strony) oraz strategia marketinngowo-piarowska w jaki sposób te postulaty litewskiej większości "sprzedać". Zadanie trudne, długoterminowe, ale nie niemozliwe do wykonania. Pytanie kto sie tego zadania podejmie? Po stronie polskiej jedyna zorganizowana i licząca się siłą jest AWPL-ZPL, jednak Tomaszewski Litwinom (absolutnej wiekszości) kojarzy sie negatywnie - czy zechcą go słuchać nawet gdyby postanowił sie tego zadania podjąć? A innej twarzy polska partia nie będzie miała jeszcze bardzo dlugo (dlaczego napisał kania, wiec nie będę sie powtarzał).

  • Gość 78.60.246.*

    Do vile
    "Ale żadne badania socjologiczne tego nie potwierdzają!!! Ze wszystkich badań przeprowadzonych w ostatnich latach wynika, że zdecydowana większość Litwinów ma do mniejszości narodowych albo stosunek pozytywny, albo neutralny"
    Pozytywny, czy neutralny stosunek Litwinów do mniejszości narodowych wcale nie oznacza, że są oni skłonni do akceptacji polskich postulatów.
    Przecież głównym motorem działań każdej partii jest wygrana w wyborach, którą zapewnia elektorat. Jeśli elektorat rzeczywiście by był propolski, oznaczałoby to, że partiom nie opłaca się kultywować narodowe postulaty. Przynajmniej tym lewicowym, czy centrolewicowym....

  • Gość: [varsaviak] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Z tym żartem o armatach/prochu ... to w kongresówce krąży on, ale bez carycy, za to z Napoleonem - i do trzech, nie do dziesięciu, z finałem w postaci - "Po pierwsze nie mamy armat... Dziękuję to mi wystarczy" - miał odpowiedzieć Cesarz Francuzów ;)

  • vile

    Pozytywny, czy neutralny stosunek Litwinów do mniejszości narodowych wcale nie oznacza, że są oni skłonni do akceptacji polskich postulatów.



    To akurat jest oczywiste. Oznacza jedynie, że nie jest ex definitio nastawiony wobec tych postulatów negatywnie. Tak jak pisałem to jest tylko kwestia marketingowego sprzedania tych postulatów. Można je sprzedać w formie ataku na litewską świadomość narodową (w ten sposób postępują od lat wszelkiej maści nacjonalistyczne grupy i biorąc pod uwagę schematy w myśleniu ukształtowane przez Sapokę dobrze im idzie), albo spróbować udowodnić, że takiego zagrożenia nie ma (tym się zajmuje garstka intelektualistów, bo cała energia polskich działaczy na Litwie jest faktycznie skierowana na przekonywanie własnego elektoratu).

    Valatka kiedyś słusznie stwierdził, że litewscy politycy nie maja zielonego pojęcia o swoim elektoracie. Nie wiedza np. jakie poglądy maja ich wyborcy, jakiej sa narodowości. Dlatego wolą wygłaszaćpopulistyczne hasełka. I modlić się o zwycięstwo. Ja nigdzie nie sugeruję, że litewski elektorat jest propolski, tylko wskazuje że en mass nie jest on antypolski. To zasadnicza różnica. Gdyby był propolski wszystkie problemy zostałyby dawno temu rozwiązane, w sytuacji gdy jest w sprawie polskiej nijaki znaczenia nabierają skrajni nacjonaliści, ich głos jest słyszany, bo im w odróżnieniu od większości wyborców, na przedstawieniu swojego stanowiska zależy. Politycy zaś na to reagują odpowiednią: zdają sobie sprawę, że a) za antypolskie posunięcie nie spotka ich żadna kara ze strony elektoratu, bo elektorat nie jest polskimi zagadnieniami zainteresowany; b) w razie propolskich zachowania zostanie napiętnowany przez nacjonalistycznych działaczy i dziennikarzy. Racjonalnie więc woli nie ryzykować. Dlatego tez mówię o oddolnym ruchu polsko-litewskim. Gdyby polityk wiedział, że jego antypolskie zachowanie będzie napiętnowane tak samo jak propolskie, tylko nie przez garstkę narodowych polskich polityków, nie umiejących się wysławiać po litewsku i polskich dziennikarzy piszących dla 2 tysięcy czytelników, tylko przez litewskich publicystów i działaczy społecznych, wówczas pewnie zacząłby bardziej uważnie liczyć głosy, badać nastroje swojego elektoratu. I lewicowy polityk zagłosowałby wówczas na jeden sposób, zaś prawicowy na drugi. W obecnej sytuacji gdy o polskich postulatach po stronie litewskiej mówi tylko lobby tautininkasowskie wszyscy politycy, poza paroma białymi krukami, którzy z zasady są tolerancyjni, glosuje na ten sam sposób i asekurancko.

    Do varsaviaka: co kraj to anegdota J

© Inna Wileńszczyzna jest możliwa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci