Menu

Inna Wileńszczyzna jest możliwa

Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich

Cyrkulacja pieniędzy w polityce

vile
Wszyscy, którzy marzą o stworzeniu „polskiej politycznej” alternatywy dla AWPL powinni się poważnie walnąć w łeb. Zasada „chcieć znaczy móc” może się sprawdzać w poezji romantycznej, ale w polityce móc znaczy posiadać — pomijam przy tym tzw. resursy administracyjne — odpowiednie środki finansowe. Litewska Państwowa Inspekcja Podatkowa właśnie ogłosiła dane na temat wpływu do kas partyjnych z odpisów od podatku dochodowego (mieszkańcy Litwy mogą przeznaczyć do 2 proc. swojego podatku dochodowego na kościół, stowarzyszenie, organizację pożytku publicznego lub partię polityczną). Akcję Wyborczą Polaków na Litwie w tym roku wsparło w ten sposób 13 109 osób (jest to absolutny ewenement w skali Litwy, gdy partię wspiera 10 razy więcej osób niż ma członków (zazwyczaj liczba wspierających jest jakieś 10 proc. wyższa od liczby członków, a w przypadku wielu partii nawet mniejsza od liczby członków); można oczywiście dochodzić jakimi metodami te rekordowe liczby są osiągane, ale akurat nie jest to tematem tego wpisu), które odpisały AWPL ze swoich podatków ponad 306 tysięcy litów. Daje to polskiej partii czwarte miejsce na Litwie po konserwatystach (ok. 537 tys. litów), socjaldemokratach (ok. 500 tys. litów) i liberałach (ok. 430 tys. litów). Interesującym faktem — wartym być może głębszego zastanowienia się — jest, że na miejscu szóstym uplasowali się litewscy narodowcy, których wsparło co prawda zaledwie 400 osób, ale za to na kwotę ponad 120 tysięcy litów. W roku bieżącym AWPL otrzymała też dotację państwową w wysokości 1410 tysięcy litów. Tak więc tylko z dotacji państwowych i odpisów podatkowych Waldemar Tomaszewski może przeznaczyć na kampanie swojej partii blisko 2 miliony litów rocznie, a przecież w czasie kampanii wyborczej dochodzą jeszcze i wpływy od indywidualnych ofiarodawców. Co może przeciwstawić takiej machinie finansowo-wyborczej tzw. opozycja? I czy w ogóle chce coś przeciwstawić?

Podczas wyborów samorządowych w roku 2007, ostatnich w których próbowano tworzyć zorganizowaną alternatywę wyborczą wobec AWPL — mniejsza o jej jakość — Polską Partię Ludową (PPL), AWPL wydała na kampanię wyborczą (jak wynika z oficjalnych sprawozdań finansowych złożonych do Głównej Komisji Wyborczej) blisko pół miliona litów, PPL — blisko trzydzieści razy mniej. Dlatego podziwiam idiotyzm tych — już absolutnie nie licznych — polskich polityków, którzy nadal próbują konkurować z AWPL w wyborach. Jest to przysłowiowy Gegen die Wand. Walenie głową w mur. I jego efekt jest taki sam. Nie oznacza to jednak, że nawet tak potężnej partii nie da się kontrolować. Potrzeba jednak ku temu społeczeństwa obywatelskiego oraz wolnych mediów. Zręby tego pierwszego powoli powstają, z tymi drugimi sprawa jest dużo bardziej skomplikowana.

„Vilniaus diena” opisała właśnie, w jaki sposób jest finansowany „Tygodnik Wileńszczyzny” — formalnie tygodnik regionu wileńskiego, faktycznie organ prasowy AWPL (udziałowcami w firmie „Rejspa” — wydawcy „Tygodnika Wileńszczyzny” — są między innymi posłowie z ramienia AWPL Michał Mackiewicz oraz Wanda Krawczonok). W lipcu br. „Tygodnik Wileńszczyzny”, ukazujący się nakładem około 2500 egzemplarzy,  wygrał kolejny przetarg na publikowanie oficjalnych informacji samorządu rejonu wileńskiego w języku polskim opiewający na kwotę 250 tysięcy litów (podobnymi kwotami rejonowy samorząd wspierał tygodnik w latach 2010, 2011 i 2012). Jeszcze większą kwotę dostanie najpewniej, wyniki konkursu jeszcze nie są znane, ale firma „Rejspa”, wydawca tygodnika, jest jedynym uczestnikiem przetargu, i litewskojęzyczny klon „Tygodnika Wileńszczyzny” — tygodnik „Vilniaus krašto savaitraštis“. W roku ubiegłym tygodnik w języku litewskim ukazujący się nakładem 250 (sic!) egzemplarzy dostał 430 tysięcy litów, w tym roku suma przetargu jest identyczna. Blisko 700 tysięcy litów rocznie — to niezła sumka (a przecież dochodzą do tego jeszcze dotacje z Polski, z rejonu solecznickiego, sprzedaż i prenumerata, reklamy), o której pozostałe polskie media na Litwie mogą tylko pomarzyć, za którą redakcja odwdzięcza się panegirykami na cześć hojnych władz. I nie tylko panegirykami. W roku 2011 spółka „Rejspa”, wydawca „Tygodnika Wileńszczyzny” i „Vilniaus krašto savaitraštis“, wsparła kampanię wyborczą AWPL 42 tysiącami litów (maksymalna kwota na kampanię wyborczą pochodząca od osoby prawnej według ówczesnych przepisów prawnych). Taka cyrkulacja pieniędzy w polityce.

Ktoś mógłby zapytać — skoro to tak zawrotne sumy dlaczego do konkursu nie staje żaden inny wydawca. Problem polega na tym — jak informuje „Vilniaus diena” — że w warunkach przetargu publicznego są zapisane dwa założenia dyskwalifikujące w zasadzie kogokolwiek poza „Rejspą”. Po pierwsze, ubiegający się o udział w przetargu podmiot medialny powinien „nie mniej niż 90 proc. swojego nakładu w języku litewskim w ostatnim miesiącu kalendarzowym kolportować na terytorium rejonu wileńskiego”. Po drugie zaś, wydawca powinien mieć doświadczenie w „realizacji przynajmniej jednej umowy na dostarczanie usług prasowych na kwotę nie mniejszą niż 300 tysięcy litów.” Dorota Lewko z działu inwestycji rejonowego samorządu twierdzi, że wszystko jest spoko, no bo przecież przetarg jest otwarty, publicznie ogłoszony i w konkursie każdy może wziąć udział, Žydrūnas Plytnikas, dyrektor Służby ds. Przetargów Publicznych, która przed paroma laty zmusiła lokalny samorząd przynajmniej do formalnego organizowania co roku otwartego przetargu (wcześniej pieniądze przyznawano bez konkursu), rozwodzi rękoma: „Jeśli nikt tego nie skarży, takie przypadki zazwyczaj nie są przez nas badane. Mamy przecież na Litwie 60 samorządów i ponad 6 tysięcy organizacji kupujących.” A liderka opozycji w radzie samorządu rejonu wileńskiego Janina Šimkuvienė macha ręku — rejonem rządzi AWPL a w rejonowej administracji pracują sami krewni jej działaczy, więc i tak nic nie da się zrobić. W takich sytuacjach mam jednak jakieś nieodparte wrażenie: nie da się czy może nie chce się? Bo przecież tak wygodnie wyciągnąć tę kwestię przed wyborami, po raz n-ty zapewnić sobie stołek i po raz kolejny machnąć ręką…

Marzenia o tym, że władzę skontrolują pojedyńczy radni opozycji, którzy — jak larwy po zimie — odżywają tylko przed wyborami lub media zaczną kąsąć rękę ich  — mniej lub bardziej hojnie — karmiącą, przypominają mi wiarę w to, że kura z uciętym łbem, miotająca się po podwórzu w ostatnich paroksyzmach, może jeszcze ożyć. Bardziej wierzę w oddolne, lokalne inicjatywy typu watch dog". W Polsce ten sektor rozwija się niezwykle szybko. Na Wileńszczyźnie dopiero raczkuje, ale można już wskazać na interesujące inicjatywy w Rzeszy, Niemenczynie, Rudominie czy Ejszyszkach. Coraz częściej ludzie zadają władzy niewygodne pytania. Np. dlaczego parki w miasteczkach sa wycinane tuż przed początkiem sezonu grzewczego i dokąd znika drewno?... Do założenia wspólnoty lokalnej potrzeba trzech aktywnych mieszkanców, do założenia bloga lub fanpage'u na Facebooku wystarczy jeden. Ktoś powie, że takie działania i tak nie mają sensu. Mają. Nie tylko dla własnej higieny psychicznej. Są potrzebne przede wszystkim... władzy. Bo nawet władza absolutna potrzebuje zwierciadła do oceny siebie i swoich poczynań. Nie krzywego i kadzącego, tylko prawdziwego i krytycznego. Inaczej zaczyna podejmować bezmyślne decyzje i wcześniej lub później władzę utraci. A z nią i dochody. W 2008 roku Waldemar Tomaszewski miał zaledwie 23 tys. oszczędności. Dziś jest w stanie sfinansować kampanię wyborczą AWPL nawet bez dotacji państwowych i odpisów podatkowych, tylko z własnej kieszeni. Jak wynika z jego deklaracji podatkowej za rok 2012 ma na koncie ponad 588 tys. litów, jego żona — skromna pracowniczka Tygodnika Wileńszczyzny" — ponad 239 tys. litów. Inni czołowi działacze AWPL niewiele mu ustępują, chociaż ich dochody nie rosna aż w tak geometrycznej progresji. Wiceprzewodniczący Sejmu Jarosław Narkiewicz ma ponad 363 tys. litów oszczędności, jego małżonka — ponad 265 tys. W 2008 roku Narkiewicz miał na koncie bankowym około 140 tys. litów. Michał Mackiewicz miał w 2008 roku 84 tys. litów oszczędności, a cztery lata później już ponad 176 tys.

I żeby było jasne —  jedna uwaga ogólna, — wskazując na dochody Tomaszewskiego i innych działaczy nie oskarżam ich o korupcję, tylko wykazuję jak dochodowa może być walka o polskość na Litwie. Dochody te są oczywiscie absolutnie legalne — pochodzą z gaż poselskich, samorządowych itp. I nikt tych dochodów bez walki nie odda, dlatego właśnie uważam te wszystkie ułańskie szarże" tzw. antyawupeelowskiej opozycji za bezsensowne.

Komentarze (6)

Dodaj komentarz
  • Gość: [kania] *.cgates.lt

    W tym wypadku nie mam nawet pretensji wobec AWPL, no bo jesli jest mozliwosc przelac kase na wlasna firemke, dlaczego tego nie zrobic. Mam pretensje wobec lokalnych dziennikarzy, za brak jakichkolwiek pomyslow czy inicjatyw, za takie pieniadze mozna zrobic naprawde tygodnik na poziomie, jakas lokalna mutacje newsweeka (uwarzam rze, do rzeczy czy cos w tym rodzaju), a tu mimo takiej kasy nadal mamy kolchoznika wilenskiego. smutne to jest, a przeciez majac taki zespol jaki ma tygwil (plus spowinowaconego l24) mozna naprawde zrobic nowoczesne medium polskie na litwie. Nawet jesli by to byl organ partyjny

  • Gość: [Astoria] *.nyc.res.rr.com

    Niestety nie ma powodów do optymizmu w świetle tej realistycznej oceny. Być może jakaś nadzieja w tym, że każda maszyna wcześniej czy później się psuje. W tym każda maszyna wyborcza.

    Zdziwiłbym się gdyby wśród tych 13 tys. odpisujących na AWPL było więcej niż 20% tzw. szarych obywateli. Klika AWPL/ZPL/PMS liczy kilkanaście tys. osób z legitymacjami. Nietrudno sobie wyobrazić kilka prostych sposobów "przekonania" członków ZPL i PMS do wsparcia kwatery głównej.

  • vile

    do kania: Dokładnie, chociaż obiektywnie rzecz biorąc Tygodnik Wileńszczyzny jest dziś najlepiej wyglądającym papierowym polskim medium na Litwie. Mnie jednak to przelewanie pieniążkow z kasy samorządowej do swojej nie podoba sie. Bo przynajmniej z tych 700 tys. powstaje jakaś gazeta, a ile takiej kasy po prostu znika w kieszeniach dzuiałaczy?

    Do Astorii: Też optymizmem nie tryskam. Droga do zmian jest jednak jasna - to droga małych kroków, inicjatyw lokalnych. Problem w tym, że nikomu sie nie chce. Albo prawie nikomu. Ciągle się słyszy: gdyby ktoś coś zrobił, to bym poparł. Może.

  • Gość: [JM] *.internetia.net.pl

    zapoznałem się z zestawieniem wpływów z podatku dla partii politycznych i oto moje kilka wniosków:
    - podobnie jak w ub.r. mimo, że AWPL zyskała najwięcej wpłat, ich wartość średnia dalej utrzymuje się w okolicy średniej wartości ogólnolitewskiej (w tym roku 23,35Lt przy 44,62Lt)
    - przyrost osób które zdecydowały się wesprzeć AWPL w porównaniu z ubiegłym rokiem przekroczył znacznie poziom ogólnokrajowego wsparcia dla wszystkich partii (największy procentowy skok, z liczących się partii, zanotował LRLS - ale startował z niskich pozycji oraz LSDP)
    - średnia wartość wsparcia dla narodowców jest ponad sześciokrotnie większa od średniej krajowej.
    - główne partie (TS-LKD, LSDP, LRLS) w porównaniu z ub. rokiem uzyskały mniejszą wartośc średniego wsparcia, AWPL zyskał średnio o 1,5Lt więcej.

  • vile

    do JM: Dla mnie najciekawszym zjawiskiem jest własnie fakt, ze AWPL, ktora ma ponad 1300 członkow jest wspierana przez 13 tys. osób, zaś pozostałe partie w zasadzie mają wsparcie proporcjonalne do liczby członkow (+/- 10 czy 15 proc.). Wyróżniają się natomiast narodowcy, którzy maja wsparcie trzy razy mniejsze niz formalnie maja członków, ale za to kwota jest szęściokrotnie wyższa. oznacza to poniewaz mowimy o odpisach od podatku dochodowego że narodowców wspieraja osoby o dochodach wyższych niz srednie.

  • Gość: [varsaviak] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Amen.

© Inna Wileńszczyzna jest możliwa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci