Menu

Inna Wileńszczyzna jest możliwa

Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich

I have a dream too (LT+)

vile
„Miałem sen, że pewnego dnia na czerwonych wzgórzach Georgii synowie dawnych niewolników i synowie dawnych właścicieli niewolników będą mogli zasiąść razem przy braterskim stole. Miałem sen, iż pewnego dnia moich czworo dzieci będzie żyło wśród narodu, w którym ludzi nie osądza się na podstawie koloru ich skóry, ale na podstawie tego, jacy są” — wczoraj (28 sierpnia) minęła 50. rocznica wypowiedzenia przez Martina Luthera Kinga ze schodów Pomnika Lincolna w Waszyngtonie, podczas Marszu o Wolność i Miejsca Pracy tych proroczych słów. King swe przemówienie wygłosił po słynnym marszu czarnoskórych mieszkańców USA do stolicy w odpowiedzi na apel o pozbawioną przemocy walkę na rzecz ich pełnego równouprawnienia. W marszu z 28 sierpnia 1963 roku wzięło udział 250 tys. osób. Wczoraj Barack Obama przypomniał, że wielu czarnoskórych Amerykanów wciąż „chodziło wówczas do oddzielnych szkół i jadło lunch w oddzielnych (dla czarnych i białych) stołówkach, mieszkało w miastach, w których nie mogli głosować", a mieszane małżeństwa były w niektórych stanach wciąż zakazane. Zaledwie dwa lata po Marszu Lyndon Johnson podpisał Civil Right Act oraz Voting Right Act znoszący bariery w prawie do głosowania, a King otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla. Nasi działacze lubią porównywać się do amerykańskiego ruchu przeciwko segregacji rasowej i o prawa mniejszości kolorowych. Niestety nie jest to porównanie prawdziwe. Te ruchy — amerykański o prawa mniejszości kolorowych i litewski o prawa mniejszości narodowych — mają podobne cele, ale zupełnie różne metody. I śmiem twierdzić, iż te nasze są praktycznie nieskuteczne.

Nasi działacze zapominają – pisałem już o tym niejednokrotnie, ale zapewne warto powtórzyć — że amerykański ruch przeciwko segregacji rasowej  był ruchem masowym, obywatelskim i apolitycznym. Tym czasem protesty litewskich Polaków spełniają tylko jeden z tych kryteriów — są jedynie względnie masowe. Jednocześnie są też maksymalnie upolitycznione. Ma to sens w przypadku partii politycznych, które budują swoją pozycję parlamentarną lub samorządową w oparciu o walkę o prawa mniejszości, ale jednocześnie dyskwalifikuje ruch w oczach zwolenników wszelkich innych opcji. Natomiast bez poparcia większości litewskiej ten ruch nie może liczyć na sukces. Udowodniły to protesty przeciwko nowelizacji Ustawy o oświacie. Zebrano 60 tysięcy podpisów czyli jakaś 1/3 litewskich mniejszości narodowych opowiedziała się przeciwko projektowi. Fantastyczny wynik, którego... nikt nie zauważył. Po części dlatego, że sprawa została tradycyjnie zawalona piarowsko, ale też po części dlatego, że uznano to za akcję przedwyborczą. I takie bolesne porażki będą się powtarzały tak długo jak ruch będzie się kojarzył z polityką, nacjonalizmem, narzekaniem, użalaniem się nad sobą i roszczeniowością.

Nasi działacze zapominają również, że amerykański ruch przeciwko segregacji rasowej zwyciężył nie dlatego, że Czarne Pantery zaczęły strzelać do policjantów i nie dlatego, że poparli go prezydenci bananowych republik czarnej Afryki czy przywódcy ZSSR, tylko dlatego, że po jego stronie opowiedziały się miliony białych, opowiedzieli się politycy, opowiedziały się gwiazdy z Hollywood, opowiedziały się media, a bycie rasistą przestało być „cool”. No i ten ruch miał przywódcę, który nie pierniczył o agentach, o  tym że to biali muszą się zintegrować z czarnymi, tylko powiedział „I Have a Dream”. To było zawołanie buntownicze, ale jednocześnie nawołujące do pokoju i porozumienia. Sprzeczne tak z powszechnie panującymi poglądami białej większości, jak i czarnej mniejszości. Zasiąść przy jednym stole z oprawcami? Zasiąść przy jednym stole z małpoludami? Niemożliwe! A jednak to Martin Luther King miał rację. Jego sen się ziścił i dziś równość rasowa jest zagwarantowana dla wszystkich obywateli USA, na jej straży stoją media, system kwot, zasady politycznej poprawności. System nie jest idealny, ale działa!

I jestem absolutnie przekonany, że pewnego dnia na Litwie również stworzymy państwo szanujące równość i jednocześnie różnorodność swoich obywateli, prawa czlowieka i prawa mniejszosci narodowych. Nie na skutek nacisków z Warszawy i kibolskich burd na stadionach czy, tylko dlatego, że taki jest wektor rozwoju historycznego. Prawa człowieka wygrywają z dyktaturami, tolerancja z nacjonalizmem, wolność z niewolą. Tego postępu historycznego, tego dążenia do innej, lepszej Litwy nie dadzą rady zatrzymać ani polscy, ani litewscy nacjonaliści. Mogą jedynie go zahamować, tworząc zarzewia niepotrzebnych, bzdurnych konfliktów o nie mające żadnego praktycznego znaczenia symbole i na wszelkie sposoby próbując przeszkodzić w poszukiwaniu porozumienia, próbując sprzedać wciąż ten sam odgrzewany po tysiąc razy kotlet „sami zwyciężymy”. Nie potrzebujemy zwycięstwa, bo zwycięstwo podrozumiewa czyjąś przegraną, a więc jest zarzewiem nowych konfliktów. Potrzebujemy porozumienia.

Musimy nauczyć się żyć razem jak bracia, jeśli nie chcemy zginąć razem jak szaleńcy" — powiedzial kiedyś Martin Luther King. Właśnie dlatego wierzę, że — wcześniej niż później — po obu stronach naszej polsko-litewskiej barykady znajdą się osoby, kto powiedzą: „Wierzymy, iż pewnego dnia na zielonych wzgórzach Wileńszczyzny synowie akowców i synowie weteranów LVR, wnukowie ułanów Żeligowskiego i wnukowie litewskich obrońców Wilna zasiądą razem przy braterskim stole.” Znajdą się osoby, które nie tylko powiedzą, że ma marzenie, „iż pewnego dnia moich czworo dzieci będzie żyło wśród narodu, w którym ludzi nie osądza się na podstawie ich narodowości, ale na podstawie tego, jacy są”, ale też: „więc zróbmy coś w tym kierunku”…  Być może dzisiaj słysząc wycie pogrobowców Romana Dmowskiego i „Polski od morza do morza”, ujadanie zwolenników „Litwy dla Litwinów” — trudno w to uwierzyć, ale tak właśnie będzie. Bo takie są zasady rozwoju historycznego. Bo takie są reguły logiki. Nigdzie na świecie konfrontacja nie doprowadziła do zwycięstwa mniejszości nad większością, ale też zwycięstwo większości nad zdeterminowaną mniejszością jest możliwe tylko w sytuacji Endlösung.

Kooperacja i współpraca społeczna, a nie walka o byt, stworzyły z małpoluda – człowieka. Współpraca i solidarność społeczna są żywotnymi elementami, które umożliwiają naszemu gatunkowi sukces i przetrwanie, bo ciągła walka byłaby zgubna dla każdego gatunku, ponieważ likwidowałaby wszelkie osiągnięcia płynące z życia w grupie czy społeczeństwie. Dlatego właśnie kooperacja a nie walka na pięści, kompromisy a nie restrykcje, współpraca a nie szkalowanie, wzajemna tolerancja a nie bojkoty – stworzą kiedyś współczesny litewski naród obywatelski, w którym znajdzie się miejsce i dla Litwina, i dla Polaka, i dla każdego innego bez uszczerbku dla jego tożsamości narodowej, języka, kultury i dumy. I mimo iż jest to zadanie trudne – Oh, deep in my heart I do believe - we shall overcome. Some Day.

LTSUMMARY: Praėjo 50 metų nuo garsiosios kovotojo už juodaodžių teises Martino Lutherio Kingo kalbos. Jos klausėsi net 250 tūkst. žmonių.  M.L.Kingas savo kalboje, pasakytoje 1963 m. rugpjūčio 28 dieną nuo Linkolno memorialo laiptų žygio į Vašingtoną metu, paskelbė: „Aš turiu svajonę, kad mano keturi vaikai, kada nors gyvens šalyje, kurioje apie juos nebus sprendžiama pagal odos spalvą, o pagal jų charakterį.“ Jo pranašystė išsipildė. Lietuvos lenkų lyderiai mėgsta lyginti save su Amerikos judėjimų už juodaodžių teises. Deja šie judėjimai turi tik panašius tikslus, bet iš esmės yra visiškai skirtingi. Judėjimas prieš rasinę diskriminaciją JAV buvo masinis, pilietinis ir apolitiškas. Judėjimas už tautinių mažumų teises Lietuvoje yra gal ir pakankamai masinis, bet kartu ir labai politizuotas. Tai yra gerai jėgoms, kurios bando gauti politinių dividendų kovojant už mažumų teises, bet atstumia visų kitų politinių partijų šalininkus nuo šio judėjimo, jį izoliuoja ir atitolina jo sėkmę. Lenkų bendruomenės lyderiams vertėtų nepamiršti, jog JAV judėjimas prieš rasinę diskriminaciją laimėjo ne dėl jo lyderių išsišokimų ar SSSR palaikymo ir ne dėl to, kad juodaodžių partijos laimėjo rinkimus. Šis judėjimas laimėjo, nes užtikrino baltųjų daugumos, baltųjų politikų, Holivudo žvaigždžių palaikymą, o būti rasistu tiesiog tapo nebemadinga. Lygiai taip pat ir Lietuvoje mes galime pasiekti daugumos ir mažumų teisių ir interesų balanso tik kompromiso, bendradarbiavimo ir solidarumo, o ne kovos keliu. Tik diskutuodami ir bandydami suprasti vienas kitą, o ne primesdami kitai šaliai savo išankstinę nuomonę kaip vienintelę teisingą, mes galime rasti kompromisą, kuris tiks visiems.

Kingas kadaise tarė: „We must live together as brothers or perish together as fools.” Tikiu Lietuvos gyventojų sveiku protu ir būtent todėl esu įsitikinęs, jog kada nors mes gyvensime šalyje, kurioje apie žmogų nebus sprendžiama pagal jo tautybę, o pagal jo charakterį, darbus, veiklą. Perfrazuodamas dr. Kingą galiu pasakyti, kad tikiu, jog vieną dieną buvusių AK partizanų ir buvusių LRV veteranų sūnūs galės susėsti kartu prie brolybės stalo. Gal šiandien tuo sunku patikėti, ypač kai nuolat viešojoje erdvėje girdime lenkų endekų lojimą apie „visada lenkišką Vilnių“ ir lietuvių tautininkų šūkius apie „Lietuva lietuviams“, bet vieną dieną mes gyvensime Lietuvoje, kurios politinę piliečių tautą sudarys ir lietuviai, ir lenkai, ir kitų tautybių atstovai, ir kiekvieno iš jų tautinės tradicijos, kalba, papročiai, kultūra ir garbė bus vienodai gerbiami. Lenkų ir lietuvių nacionalistai gali bandyti šį procesą sulėtinti, bet jie negali jo visiškai sustabdyti. Nes tokie yra istorijos ir logikos dėsniai: žmogaus teisės laimi prieš diktatūras, tolerancija prieš neapykantą, o laisvė panaikina vergovę. Oh, deep in my heart I do believe - we shall overcome. Some Day.



Komentarze (6)

Dodaj komentarz
  • Gość *.nyc.res.rr.com

    Polacy na Litwie nie są w sytuacji porównywalnej w sposób znaczący do sytuacji czarnych w Ameryce z czasów Kinga. King walczył o fundamentalne prawa obywatelskie, polityczne, z dyskryminacją w pracy, w szkolnictwie, etc. To nie są problemy litewskich Polaków, którzy walczą o przysłowiową pietruszkę. Wyobrażam sobie, że gdyby King żył i odwiedził Litwę, to raczej pogratulowałby Litwie, że zapewnia mniejszościom narodowym te sama prawa obywatelskie i polityczne, ich przedstawiciele mogą tworzyć własne partie, publikować własne gazety, zakładać własne organizacje i nie są dyskryminowani w pracy czy szkolnictwie. A to, że mają problemy z wywieszeniem szyldu "sklep" po polsku, a w paszportach muszą zapisywać nazwiska po litewsku, uznałby za trzeciorzędne pierdoły. Tym bardziej, że partia reprezentująca domniemanych "czarnych z Litwy" współrządzi państwem i stolicą.

    Mam też wątpliwości, czy postulowane przez ciebie zaniechanie postaw konfrontacyjnych przyniosłoby lepsze efekty. W krótkiej perspektywie na pewno nie, jak tego dowodzi obecna postawa AWPL. AWPL zaniechała konfrontacji z Litwą za cenę pensji rządowych, a jej ciche postulaty mniejszościowe są zamiatane pod dywan przez głównych koalicjantów. W długiej perspektywie być może Litwa dorośnie kiedyś do traktowania mniejszości bez bojaźni, ale może to nastąpić, kto wie, czy nie w 23 wieku, albo nigdy.

    Największym problemem Polaków na Litwie jest ich kretyńska partia AWPL i jej naczelny osioł Tomaszewski. AWPL powinna się koncentrować na dwóch sprawach najbardziej istotnych dla litewskich Polaków: na zachowaniu ich polskości i na ich awansie społecznym. Do obu konieczne jest silne szkolnictwo. Tymczasem polskie szkolnictwo zamiera pod kuratelą AWPL. Awans społeczny wymaga też dobrobytu. Tymczasem rejony rządzone od kilkunastu lat przez AWPL należą do najbardziej zacofanych na Litwie i nie mają żadnych strategii rozwojowych. Dopóki litewscy Polacy będą na drabinie społecznej o szczebel wyżej od Romów, to będą traktowani o jeden szczebel lepiej od Romów.

  • vile

    do Astorii: W zasadzie z wieloma Twoimi spostrzeżeniami sie zgadzam, ale mam dwie uwagi. Po pierwsze, od czasów Kinga zmienilo się radykalnie samo pojęcie "praw człowieka" i dziś jest postrzegane o wiele szerzej niż w 1963 roku. Np. mamy w USA i innych cywilizowanych panstwach pojęcie "pozytywnej dyskryminacji", która nadając określone przywileje mniejszościom służy wyrównaniu poziomów zamoznosci, wyksztalcenia itp. pomiędzy różnymi grupami społecznymi. Na Litwie taka pozytywna dyskryminacja istnieje bardziej w teorii prawa niz praktyce politycznej, a więc jakkolwiek by się AWPL nie starała w oświacie (co prawda i nie za bardzo sie stara) - to bez takiej pozytywnej dyskryminacji przy obecnych tempach wzrostu osob z wyższym wyksztalceniem będziemy potrzebowali jakieś 60-70 lat (sic!) na osiągniecie poziomu Litwinów.
    Po drugie, mi ni chodzilo o zamiatanie pod dywan problemow w imię porozumienia, tylko: a) zmianę retoryki, strategii PR, przedstawienia praw mniejszości nie jako polskiego roszczenia, tylko sprawy wspólnej Polaków i Litwinów; b) o odpolitycznienie ruchu, bo tak długo jak będzie kojarzony z jedną opcją (dodatkowo opcją i ideologicznie absolutnej większości Litwinów obcej - litewski wyborca w odróżnieniu od np. wyborcy w Polsce nie ma radykalnych poglądów religijnych, a litewski katolicyzm jest duzo mniej ekspansyjny, publiczny) - tak dlugo będzie traktowany jedynie jako sposób na dostanie sie do koryta (czym po części i jest).

  • Gość: [Leki] 217.153.87.*

    niestety, premier Butkievicius właśnie brutalnie budzi Cię z tego sennego marzenia, wyraźnie stwierdzając, że nie ma zgody na dwujęzyczne tablice bo... Konstytucja oczywiście (idealna wymówka dla braku udogodnień dla mniejszości). Jak wiadomo, Konstytucja RL spadła z Marsa i nie wyjścia, ino trza jej słuchać. Wychodzi na to, że na Litwie nie ma poważnej siły politycznej, która zgodziłaby się na normalne, legalne dwujęzyczne tablice miejscowości, które w PL już dawno nikogo nie dziwią a AWPL jest wykorzystywana jedynie jako języczek uwagi konieczny do zabezpieczenia parlamentarnej wiekszości. Obraz wyłania się dość smutny i, wbrew wielu twierdzeniom na tym blogu, nie ma symetrii pomiędzy "wielbicielami Wielkiej Polski" a "litewskimi nacjonalistami" - w Polsce nacjonalizm jest marginesem (zwykle zarezerwowanym dla chuligańskich wybryków), na Litwie nacjonalizm jest w mainstream'ie przynajmniej w sferze otwartej niechęci dla nawet najskromniejszych postulatów mniejszości narodowej. krótko mówiąc, ta postawa jest najwyraźniej obecna wśród litewskich elit - w różnych dyskusjach nie brakuje też argumentów, że np. polska mniejszość to żadna mniejszość bo przyszli z Białorusi, że spolonizowani Litwini - generalnie przewija się usprawiedliwianie dla intencji de facto przymusowej lituanizacji. zmian na lepsze nie widać - jak zebrać ostatnie zmiany oświatowe, wypowiedzi prez. Grybauskaite oraz ostatnią deklarację premiera, to zaryzykowałbym, że tendencja jest raczej ku gorszemu. a co jeszcze gorsze, powoduje to, że stosunki pol - lit zostają zdominowane przez kwestie mniejszościowe i niewiele pozostaje miejsca dla innych płaszczyzn współpracy

  • vile

    do Leki: Ale ja nie pisałem o Butkeviciusie, Grybauskaite czy Tusku, mój post był bardziej abstrakcyjny. W historii ludzkości zdarzały się dużo nieprzyjemniejsze rzeczy niż wypowiedź premiera (wypowiedź dziwna, bo ukazujaca, że premier de facto nie zgadza sie z programem własnego rządu i własnej partii, ale może się okazać, że premier został "źle zrozumiany" - zdarzało mu się i po trzy razy w ciągu dnia zmieniać zdanie), ale jednak nie zahamowaly ogólnego postępu cywilizacyjnego. Stąd mój optymizm. Szczególnei że mieszkając na Litwie ja te zmiany - nieduże, ale jednak - widzę. Wcześniej czy później (moim zdaniem wcześniej) Litwa też dorośnie do pewnych standardów. Cóż więc pozostaje? Moim zdaniem wspierać starania tych osób i instytucji po stronie polskiej i litewskiej, które dążą do porozumienia. Bo z konfrontacji nic nie wynika pozytywnego (dlatego jestem jednakowo krytyczny wobec radykalnej retoryki tak polskich jak i litewskich nacjonalistów - jej celem jest konflikt, więc z założenia jej nie trawię - niezależnie od tego kto gdzie i jakie wpływy ma (oba nacjonalizmy dążą do jak największego oddziaływania)), a w wojnę pomiędzy krajami należącymi do UE i NATO nie wierzę. Natomiast wszelkie inne rozwiazania postulowane przez radykałów typu sankcje gospodarcze już dawno temu wykazały swoją nieefektywność (vide Irak, Kuba, Północna Korea), gdy są stosowane na szeroką skale i przez prawie całą społeczność miedzynarodową, wiec niby dlaczego maja sie sprawdzic w przypadku relacji polsko-litewskich? Jeśli w rzeczy samej - jak pan twierdzi - Litwini sa przesiaknięci nacjonalizmem i antypolonizmem, sankcje tylko utwierdzą ich w przekonaniu co do własnej racji. Wygrac wyborów parlamentarnych i rządzic Litwą samodzielnie AWPL nie może. wracamy więc do punktu wyjscia - potrzebujemy z Litwinami porozumienia. Proszę zauważyć, że AWPL nie reaguje na wypowiedź Butkeviciusa. Narodowcy (polscy) twierdzą, ze z powodu dbania tylko o stołki. Maybe, ale mi się wydaje, że o wiele ważniejsze jest, iż AWPL doskonale rozumie, że nie ma alternatywy. Trzasnąc drzwiami oczywiscie można i pewnie Akcja za jakis czas trzaśnie (np. przed wyborami do Parlamentu Europejskiego), ale co dalej?

  • Gość: [Leki] 217.153.87.*

    Rozumiem, że post był bardziej abstrakcyjny, raczej chodziło mi o to, że piękny skądinąd sen zderzył się brutalnie z rzeczywistością. ja nie nawołuję do konfrontacji i oczywiście jestem tylko dalekim obserwatorem spraw litewskich, nie przestaję się jednak dziwić temu, co oceniam jako krótkowzroczności i pewną zapiekłość litewskich elit politycznych. Pan uderza w pozytywne tony, ale widok z Warszawy nie jest pocieszający - wiadomo, że media to krzywe zwierciadło i nie zauważą i nie zrelacjonują pozytywnych zmian na poziomie lokalno-gminnym ale np. wypowiedź Butkeviciusa czy Grybauskaite podawały niemal wszystkie polskie media. W rezultacie, polska opinia publiczna - jeszcze kilka lat temu żyjąca w przeświadczeniu, że Litwini kochają nas i polską mniejszość - teraz jest przesiąknięta nastawieniem "naszych biją" - tak oto Litwini spowodowali, że polscy politycy 2 razy zastanowią się nad jakąś inicjatywą wspólną z Litwą bez załatwienia kwestii mniejszościowych. Czy ktoś teraz w PL wyobraża sobie transakcję analogiczną do nabycia Możejek - wątpię, przeważają głosy "Kaczor idiota kupił Możejki a Litwini naszych krzywdzą".... Podzielam zdanie o poszukiwaniu kontaktu ze środowiskami, które nie są opanowane niechęcią wobec Polaków i gotowe załatwić w sposób cywilizowany kwestie mniejszościowe, ale deklaracja Butkeviciusa każe mi wątpić czy jest partner do dialogu, który odgrywa poważną rolę w lit polityce

  • vile

    do Leki: Ja mam porównanie całego okresu poniepodległościowego i mogę pana zapewnić, że 23 lata temu osób o antypolskim nastawieniu bylo więcej niż dziś, nie było tak wielu intelektualistów litewskich, którzy wyrażaliby zrozumienie dla polskich dążeń (z wyjatkiem Venclovy). Nie przeszkodziło to jednak w budowaniu przez lata tzw. strategicznego partnerstwa, a Możejki zostaly zakupione, gdy wszystkie problemy juz były wiadome, ale akurat zakup pasował do koncepcji wypierania Rosji z Europy wschodniej. Więc szczerze mówiąc nie sądzę, aby te postulaty polskiej mniejszości były dla kogokolwiek w Warszawie tak ważne. Dziś są stawiane ostrzej z różnych powodów, ale najważniejszym jest po prostu zmiana polskiej polityki wschodniej. Media są tylko odbiciem postaw elit politycznych. Oczywiście też do pewnego stopnia je ksztaltują.
    Ja nie uderzam w jakieś szczególnie pozytywne tony, bo jaki koń jest każdy widzi (nieważne czy spogladamy z Warszawy czy z Wilna). Chciałem jedynie zwrócić uwagę na to, że logika rozwoju ludzkości jest taka a nie inna. Ten jednak postęp nie prowadzi do utopii, tylko jest procesem wiecznym. dziś kolorowi działacze w USA narzekają, że tak naprawdę sen Kinga w ciągu 50 lat nie został spełniony. Może to się wydawać co najmniej dziwne, ale w gruncie rzeczy jest naturalne. W 2013 roku Murzyni mają bowiem już zupełnie inne oczekiwania niż w roku 1963. Litewscy politycy (szczególnie prawicowi) często rozumuja tak, że jeśli się spełni obecne postulaty Polaków to za 10-20-30 lat wysuną nowe jeszcze radykalniejsze. Jest to postawa absurdalna, bo oczywiscie że wysuną, wynika to z logiki rozwoju społecznego. Zresztą jeśli obecnych postulatów się nie spełni - też wysuną. W roku 1994 oryginalna pisownia naziwsk nie miała dla nas prawie żadnego znaczenia. A dziś jest jednym z największych problemów. Jeśli zaś chodzi o partnerów. Wydaje mi się, że na calokształt problemow partnerów dzis po stronie litewskiej nie ma, ale można znaleźć partnerów do rozwiązania poszczególnych kwestii. Np. w sprawie nazwisk mozna liczyć na liberałów i liberalne skrzydlo konserwatystów oraz socjaldemokratów. Ale trzeba o to poparcie zabiegać. Nie można odmówić wsparcia liberałom, gdy próbuja zalegalizować literkę "w" w nazwach firm i jednocześnie żądać poparcia dla literki "w" w paszportach, jak robi AWPL. Zreszta niezależnie od tego ilu partnerów po stronie litewskiej jest - tak jak napisałem - nie widzę innego rozwiązania, realistycznego rozwiązania, poza żmudnym procesem wzajemnego docierania się, dyskusji, poszukiwania kompromisów. Nie wynika to z jakiejś mojej miłości do Litwinów, tylko z absolutnie pragmatycznego rachunku, zimnej kalkulacji. Możemy iść albo w kierunku konfrontacji, która wcześniej czy później skończy się strzelanina i wówczas jakiekolwiek szanse i na porozumienie, i na nazwiska, dwujęzyczne tablice itp. przepadną na wieki, albo ku porozumieniu. Szkoda, że niektórzy litewscy politycy tego nie chcą zrozumieć. Ale jeśli chodzi o Butkeviciusa to zaczekajmy na rozwój sytuacji. Casus Grybauskaite jest bardziej przejrzysty, ale on też wynika, mogę się oczywiście mylić, nie z jakiejś wrodzonej antypolskości tylko z zimnej kalkulacji przedwyborczej.

© Inna Wileńszczyzna jest możliwa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci