Menu

Inna Wileńszczyzna jest możliwa

Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich

Fenomen prasy rosyjskojęzycznej

vile
Русскоязычная пресса на данные момент в Литве практически мертва (Rosyjskojęzyczna prasa na Litwie w chwili obecnej jest praktycznie martwa) — napisał pewien Rosjanin z Litwy na rosyjskojęzycznym forum patamushta.lt. I najciekawsze, iż to stwierdzenie nie spotkało się z oburzoną reakcją internetowych bojowników o rosyjskość na Litwie (szczególnie tych z Moskwy). Wręcz przeciwnie większość internautów absolutnie się z autorem postu o takiej treści zgodziło. Ich zdaniem rosyjskojęzyczna prasa wydawana na Litwie jest robiona na żenującym, prowincjonalnym poziomie i nie wytrzymuje żadnej krytyki nawet w porównaniu z rosyjskojęzyczną prasą wydawaną na Łotwie i w Estonii, o Rosji nie wspominając. Stop, stop, stop – według danych z 2008 r. — na Litwie ukazywało się 18 rosyjskojęzycznych gazet i 8 czasopism (dla porównania – tylko trzy gazety w języku polskim); roczny nakład rosyjskojęzycznych gazet na Litwie wyniósł... 14,7 milionów egzemplarzy (danych o nakładzie rocznym polskich gazet nie posiadam, ale znając nakłady pojedyncze – nieco mniej niż milion). Jeśli taka sytuacja jest przez Rosjan nazywana „prawie śmiercią”, to co możemy powiedzieć o sytuacji polskich gazet na Litwie? Frankenstein? Zombie? Dowód na życie po śmierci? Z naszego punktu widzenia rosyjskojęzyczna prasa na Litwie – to prawdziwy fenomen, warty conajmniej pracy dyplomowej. Pracy pewnie nie napiszę, ale spróbować bliżej mu się przyjrzeć można.

Od ubiegłego roku wszystkie periodyczne wydawnictwa na Litwie (z wyjątkiem mających nakład poniżej 500 egzemplarzy oraz tych, które nie drukują ogłoszeń reklamowych) mają obowiązek co pół roku przedstawić Ministerstwu Kultury dane o swoim średnim nakładzie. Te dane są publikowane na stronie internetowej ministerstwa i warto z nimi zapoznać się. Prasa rosyjskojęzyczna: tygodnik „Ekspress Nedelia” – 51427 egz., tygodnik „Litowskij Kurjer”   20541 egz., tygodnik „Obzor” – 20465 egz., czasopismo „Pensionier” – 18120 egz., czasopismo „Domasznij doktor w Litwie” – 13980 egz., dziennik „Respublika” (rosyjskojęzyczna mutacja) – 6684 egz., tygodnik „Kłajpeda” – 5987, tygodnik „Komsomolskaja Prawda w Litwie” – 3197 egz. I at last but not at least rejonowa solecznicka gazetka „Wieści Szalczi” – 3000 egz. (sic!). Dla porównania tylko dwa polskie tytuły podali dane o swoim nakładzie dla Ministerstwa Kultury – dziennik „Kurier Wileński” (2850) i „Tygodnik Wileńszczyzny” (2700). Sądzę, że nikogo nie muszę przekonywać, iż polska prasa przegrała walkę o czytelnika z mediami rosyjskimi. Przegrała z kretesem, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż to Polacy są największą mniejszością narodową na Litwie (według ocen Departamentu Statystyki - 192 tys.). Jednak od konstatacji tego oczywistego faktu o wiele ciekawsze jest zrozumienie dlaczego tak się stało.

Warunki startowe i polskich, i rosyjskich mediów na Litwie były identyczne. I polskie, i rosyjskie media oddziedziczyły niejako po czasach sowieckich i perestrojce olbrzymie nakłady, rzesze wiernych czytelników. Dzisiaj w to trudno uwierzyć, ale (liczby podaje z pamięci) „Czerwony Sztandar” (przekształcony w 1990 r. w „Kurier Wileński”) miał u schyłku sowieckiej epoki 54 tysiące nakładu, powstały na fali odrodzenia narodowego dwutygodnik „Znad Wilii” – blisko 16 tysięcy, dwutygodnik „Magazyn Wileński” – 20 tysięcy. W roku 1990 łączny jednorazowy nakład ukazujących się na Litwie siedmiu polskojęzycznych gazet wyniósł 72 457 egzemplarzy, zaś dwóch dwutygodników - średnio 35 907 egzemplarzy. Dziennik rosyjskojęzyczny  „Sowietskaja Litwa" (następnie - "Echo Litwy") miał 70 tysięcy nakładu. A już kilka lat później, w połowie lat 90. ubiegłego wieku, te nakłady zmniejszyły się... dziesięciokrotnie! W roku 1995 nakład bodajże najpopularniejszego wówczas polskiego tygodnika na Litwie – „Słowa Wileńskiego” — sięgał zaledwie 5200 egzemplarzy, w 2001 r.  „Echo Litwy" miało nakład 5 tys.

Tak więc prasa rosyjskojęzyczna też nie miała lekko. Upadła większość przedniepodległościowych gazet: dziennik „Echo Litwy”, dziennik „Weczernije nowości”, tygodnik „Słowo”, rosyjskojęzyczna mutacja dziennika „Lietuvos rytas” itp.itd. Notabene ten proces wykruszania się (albo konsolidowania się) rosyjskojęzycznej prasy na Litwie nadal postępuje: w 1995 r. na Litwie ukazywały się 44 tytuły w języku rosyjskim, w 1997 r. – 36, w 2008 r. – blisko o połowę mniej.

Przyczyny upadku i polskich, i rosyjskich tytułów wydają się być też dosyć podobne: utrata rynków w innych republikach związkowych (w przypadku polskich tytułów – także w Polsce), drastyczny wzrost ceny detalicznej gazet i dostarczania prenumeraty, kryzys gospodarczy i hiperinflacja, które wymusiły na czytelnikach wybór w stylu „gazeta albo chleb”, okrojenie (a następnie cofnięcie) dotacji państwowych. Z drugiej strony niewątpliwie sporo winy leży i po stronie redakcji i ich kierowników. Na czele gazet znaleźli się albo pasjonaci, albo byli komunistyczni aparatczycy - tak czy siak osoby nie mające żadnego doświadczenia w robieniu gazety w warunkach rynkowych. Poza tym i polskie i rosyjskie gazety stawały się po prostu coraz mniej interesujące, coraz bardziej upolitycznione, coraz bardziej przegrywały z radiem, telewizją, prasą litewską, a w dodatku utrzymywały rozdmuchane, oddziedziczone po czasach sowieckich etaty (wystarczy przypomnieć, że dopiero po przejęciu „Kuriera Wileńskiego” przez braci Klonowskich przeprowadzono w redakcji modernizację, komputeryzację i zrezygnowano z pracy maszynistek – w 1999 roku!).

Jednak jest i zasadnicza różnica między polskimi i rosyjskimi mediami na Litwie. Otóż wydawcy rosyjskojęzycznej prasy znaleźli sposób na wydostanie się z zapaści lat 90., a wydawcy prasy polskiej niestety nie. W roku 1995 Walerij Tretiakow wprowadza na rynek tygodnik „Litowskij Kurjer” – wydawnictwo robione minimalnym kosztem przez kilku redaktorów i łamaczy. Trzeba pamiętać, że po odzyskaniu niepodległości litewscy Rosjanie znaleźli się w pewnego rodzaju informacyjnej próżni: dotychczasowe rosyjskojęzyczne gazety upadały jedna za drugą, dostarczanie prasy z Rosji stało się bardzo drogie i większości lokalnych czytelników nie było na nią stać, zaś litewska telewizja zaprzestała transmitowania rosyjskich kanałów telewizyjnych. W tej sytuacji formuła „Litowskiego Kurjera” – digest, przegląd najciekawszych materiałów  prasy z Rosji — jak najbardziej trafiła w gusta czytelników. Stopniowo w tygodniku pojawiły się też przedruki z prasy litewskiej, a następnie i własne materiały, informacje o środowisku litewskich Rosjan, publicystyka, porady. I najważniejsze – cena. Rosyjskie gazety, robione najtańszym kosztem, bardzo często z naruszeniem praw autorskich, były (i są) relatywnie tanie. To know how Tretjakowa okazało się istną kopalnią złota, nakład tygodnika rósł jak na drożdżach (w 2000 r. Tretjakow na fali popularnosci tygodnika nawet wszedł do Sejmu z listy Nowego Związku Arturasa Paulauskasa). W roku 1997 r. Josif Usser, współpracownik Tretjakowa, założył własny tygodnik „Obzor” – robiony jeszcze prościej i jeszcze taniej; jego charakterystyczną cechą stał się nienajwyższych lotów humor i grafomańskie wierszyki. Mniej więcej w tym samym czasie Jurij Stroganow założył tygodnik „Ekspress Nedelia” (jego – jak mawiają Rosjanie — „fiszką” był obszerny program telewizyjny, niska cena, kolor oraz wygodny format), który dzisiaj wygrywa we wszystkich plebiscytach popularności (w regionie wileńskim jest najbardziej czytanym periodykiem, bijąc na głowę nawet dziennik „Lietuvos rytas”, zaś ogółem na Litwie zajmuje miejsce piąte).

Wszystkie te rosyjskojęzyczne wydawnictwa mają bardzo podobny sposób na czytelnika: dużo przedruków z prasy rosyjskiej, dużo praktycznych porad (od prawnych do ogrodniczych), receptów kulinaryjnych, kilka stron humoru, krzyżówki i konkursy, odrobina wiadomości z Litwy, trochę prorosyjskiej publicystyki (od samego początku wydawcy stawiali na przyciągnięcie do współpracy litewskich publicystów i to się im udało),  krótkie artykuły. Wiadomo, że wszystkie tytuły rosyjskojęzyczne są mniej lub bardziej prorosyjskie, jednak ich redaktorzy dbają o to, żeby komentarz był zawsze przejrzyście oddzielony od notek informacyjnych. Tak wiec jak komuś się  nie podobają prorosyjskie felietony np. Stroganowa, redaktora naczelnego „Ekspress Nedelia” – to może po prostu ich nie czytać, zaś więcej politycznej agitki w gazecie nie znajdziesz. Od samego początku bowiem misją tych tytułów było zarabianie pieniędzy, a nie walka o rosyjskość, zaś żeby zarobić trzeba skierować swoja gazetę do jak najszerszego grona czytelników, a nie tylko członków i sympatyków jednej opcji politycznej. Paradoksalnie tak pojmowana misja prowadzi i do wzrostu zainteresowania kulturą i językiem rosyjskim na Litwie.

Niewątpliwie na sukces rosyjskojęzycznej prasy złożyła się i powszechna znajomość języka rosyjskiego na Litwie. Rosyjskojęzyczne tytuły mogą więc liczyć nie tylko na litewskich Rosjan, ale też na litewskich Polaków, a nawet –wbrew temu co często się mówi antyrosyjskie na Litwie są tylko elity, a i to niecałe —na Litwinów. Nie tylko wśród miejscowych Rosjan, ale i Polaków, a nawet Litwinów (jak wynika z sondaży ponad na pytanie co jest ważniejsze: niepodległość czy dobrobyt gospodarczy - 70 proc. odpowiedziało, że dobrobyt) istnieje olbrzymia warstwa ludzi, którzy z pewnego rodzaju nostalgią spoglądają na wschód, wspominają czasy sowieckie i z przyjemnością czytają po rosyjsku (tym samym po części podyktowana jest też olbrzymia popularność stacji radiowej „Russkoje Radio Baltija” czy Pierwogo Bałtijskogo Kanała na Litwie). Jeszcze większa jest grupa osób zainteresowanych Rosją w sensie kulturalnym. W chwili obecnej zawodowo najbardziej aktywnymi są pokolenia wychowane na sowieckiej estradzie i rocku, dlatego koncerty rosyjskich gwiazd cieszą się niesłabnącą popularnościa, a na występy polskich pełne sale można zebrać najwyżej rozdając bezpłatne zaproszenia. Ludzie, którzy chcą słuchać rosyjskiej muzyki, ogladać rosyjskie filmy, chcą też o tym poczytać.

Jednak przestrzegałbym przed absolutyzowaniem tych liczb. Najlepszym przykładem, że powszechna znajomość języka nie jest gwarancją sukcesu prasy jest sytuacja z rosyjskojęzycznymi mediami w Estonii: wszystkie rosyjskojęzyczne wydawncitwa w Estonii są nierentowne, ich nakłady są minimalne, gazety są kontrolowane przez estońskie partie polityczne i/lub pojedyńczych oligarchów. Obecnie w Estonii - w której rosyjskojęzyczni mieszkańcy stanowią 1/3 ogółu ludności - ukazuje się jeden dziennik (rosyjskojęzyczna mutacja estońsdkiego dziennika „Postimees") i zaledwie kilka tygodników.

Oczywiście nie należy zapominać, że sytuacja polskich mediów na Litwie była (i jest) dużo bardziej skomplikowana. Znajomość języka polskiego jest na Litwie nieduża (nawet w sporej części polskich rodzin w domu rozmawia się po rosyjsku lub po litewsku), zainteresowanie wiadomościami z Polski jest nawet wśród miejscowych Polaków znikome (a więc nie dało się też stworzyć gazety opartej na przedrukach z prasy polskiej). Z drugiej strony trzeba przyznać, że i prób na wynalezienie własnych patentów na odzyskanie czytelnika podejmowano niewiele i w zasadzie żadna nie została doprowadzona do końca. Być może dlatego, że w latach 90. pojawiło się nowe źródło dochodu – dotacje z Macierzy. „Obecnie prawie wszystkie pisma na Wschodzie otrzymują dotacje. Takie bardzo życzliwe, lecz trochę „mechaniczne” traktowanie sprawia, że wydawcy, a nieraz i redaktorzy naczelni w jednej osobie pism polskich, do minimum redukują skład redakcji. Często nie mając wykształcenia dziennikarskiego, wypełniają łamy niestrawnymi tekstami, które odstraszają czytelnika od pisma (przypomnijmy, że czytelnik na Wschodzie ma wybór: zna on kilka miejscowych języków i potrafi czytać prasę wydawaną w kilku językach). Dlatego wydaje się celowe, aby szerzej stosować pomoc z Macierzy w postaci finansowania potrzebnych tej społeczności programów” – już przed 10 laty przestrzegał wileński dziennikarz, badacz prasy i poeta Józef Szostakowski. Prasa rosyjskojęzyczna takich dotacji nie miała. Gdy w marcu 2001 r. upadał zadłuzony dziennik "Echo Litwy" jego właściciele zwrócili sie (wzorem polskich kolegów) do prezydenta Rosji Władimira Putina o pomoc finansową. Pomoc nie nadeszła, zaś prasa rosyjska tak komentowała zajście:  „Oczywiście pomagać rodakom trzeba. Problem jednak w tym, że najczęściej oni sami są winni swoich probleów, które następnie musi historyczna ojczyzna rozwiązywać Nieudaczników z  „Echo Litwy" nie interesuje, że pomoc rosyjskiego prezydenta dla ich gazety może być rozceniona jak wtrącanie się Rosji w wwwnętrzne sprawy suwerennego państwa".

Wydaje mi się, że wydawcy rosyjskojęzycznej prasy bardziej do serca przyjęli słowa Wieszcza „mierz siły na zamiary” (być może musieli, gdyż Moskwa ich dotować nie zamierzała; rosyjski państwowy fundusz „Russkij mir" wspierający media rosyjskojęzyczne poza granicami kraju (na zasadzie projektowej) powstał dopiero w roku 2007) i patent na konkurowanie z rosyjskojęzycznym „Lietuvos rytasem” i „Respubliką” znaleźli. Patent na tyle skuteczny, że „Lietuvos rytas” po rosyjsku znikł z rynku, a „Respublika” straciła połowę nakładu. A my takiego patentu nie znaleźliśmy. Dlatego - pisze to z pewnego rodzaju zazdrością - dziś na rosyjskojęzycznych forach internetowych się dyskutuje na temat stworzenia na Litwie poważnej, wpływowej i elitarnej gazety rosyjskojęzycznej, rosyjskie organizacje organizują ostre dyskusje (z udziałem dziennikarzy, wydawców, naukowców) na temat jakości rosyjskojęzycznej prasy w krajach bałtyckich, próbuje się szukać recept na walkę z wszechobecną tabloidyzacją, pędem za pieniędzmi, rozrywkowością, zaś na polskich – jak przetrwać, jak utrzymać te resztki mediów i czytelników, które nam jeszcze zostały. Sami sobie zgotowaliśmy ten los?...

 

Komentarze (18)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Rajmund Klonowski] 78.56.175.*

    Inicjatywa Tomasza, by ten temat poruszyć, rzeczywiście cenna. Z większą częścią analizy mógłbym się zgodzić, gdyby nie kilka błędów merytorycznych.

    Mówienie o dotacjach z Polski jako źródle dochodów jest nieporozumieniem. Jest to dofinansowanie, bez którego polska prasa na Litwie by po prostu nie przetrwała w chwili obecnej. Nawet chwalone przez autora bloga Słowo Wileńskie, mające swego czasu rzeczywiście wysoki nakład i wydawane na dobrym poziomie, padło zaraz po wycofaniu z niego przez Rzeczpospolitą pieniędzy i dziennikarzy po odejściu śp. Dariusza Fikusa. Z kolei Gazeta Wileńska, powstała i głoszona jako KW killer, nawet mając dotacje nie utrzymała się na rynku i odpadła w starciu z pozbawionym wówczas wszelkich dotacji Kurierem.

    Jeśli chodzi o powody spadku popularności polskich mediów na Litwie, może się to wiązać z kilkoma czynnikami. Po upadku Sojuzu była partyjna prasa przestała pisać o radzieckich artystach i radzieckiej kulturze, a skupiła się na zjawiskach polskich które dla części społeczeństwa, wychowanego w komunizmie, były po prostu obce. Obce pozostają dla większości także dziś bo trudno chcieć czytać recenzję W ciemności Agnieszki Holland, kiedy film ten nie jest (i prawdopodobnie nie będzie) wyświetlany w kinach na Litwie nawet w Multikinie. Jednorazowa projekcja filmu w Domu Kultury Polskiej w Wilnie rok po premierze, nawet jeśli zgromadzi pełną salę (a gromadzą!), sytuacji nie ratuje.

    Innym powodem spadku czytelnictwa polskiej prasy na Litwie były (i są nadal) wewnątrzśrodowiskowe przepychanki, przenoszone na forum medialne z płaszczyzny interpersonalnej. Na początku lat dziewięćdziesiątych można było to obserwować na przykładzie tekstów w Naszej Gazecie Ryszarda Maciejkiańca i w Kurierze Wileńskim Zbigniewa Balcewicza, traktujących o sobie nawzajem. Czasem na pierwszej stronie. Media wówczas tak zajęte były pisaniem o sobie nawzajem, że kwestie wydawnicze schodziły na dalszy plan cierpiała jakość publikacji, a Kurier Wileński w roku 1997 był chyba ostatnim dziennikiem w Europie, wciąż składanym na linotypie. Ówczesna Nasza Gazeta zaś w ogóle przestała istnieć.

    Czy można powiedzieć, że sami sobie zgotowaliśmy ten los? Po części tak. W ciągu dwudziestu lat nie stworzyliśmy w polskim środowisku na Litwie powszechnenej mody na polski język i polską kulturę, zamiast tego poświęcając czas i siły na wzajemne podkopywanie się. Trudno jednak oodpowiedzialnością za taki stan rzeczy obarczać wyłącznie funkcjonujące obecnie środowisko dziennikarskie.

  • Gość: [junior] *.static.zebra.lt

    Do Rajmunda:
    1. Oczywiscie całą winą obarczać tylko wileńskich dziennikarzy jest chyba nieuzasadnione. Jednak w dużym stopniu to własnie wydawcy i dziennikarze doprowadzili do takiej sytuacji. Którzy raczej zajmowali się własnymi wojenkami, niż gazetami. Sam wspomniałes o konflikcie Maciejkianiec - Balcewicz, a było ich o wiele więcej Sienkiewicz - Maciejkianiec, Sienkiewicz - Płokszto, Mieczkowski - Okinczyc itp itd
    2. Co do dotacji to mi się wydaje trzeba rozpatrywać trzy problemy:
    dlaczego nie może otrzymać się bez dofinansowania?
    być może może ale nie chce?
    a może po prostu Polacy nie lubią czytać po polsku? Takiej możliwosci tez bym nie odrzucał...

  • Gość: [Rajmund Klonowski] 78.56.175.*

    Oczywiście, że takich wojenek było mnóstwo. Nawiązałem tylko do takiej najbardziej widocznej, bo z pierwszych stron gazet w dodatku bezpośrednio dotyczącej Kuriera.

    Co do drugiego zagadnienia dlaczego nie mogą się utrzymać bez dofinansowania, to chyba jasne. Niskie nakłady, do tego po części niechęć niektórych potencjalnych reklamodawców do polskich mediów, w dodatku wysokie i wciąż rosnące koszty (usługi pocztowe, druk, podatku etc.).
    Czy Polacy nie lubię czytać po Polsku? Może nie tyle nie lubią, co nie są do tego nawykli. Znowu z braku codziennego i stałego dostępu do polskiej kultury. Ogląda taki Polak rosyjską telewizję (bo innej nie ma), słucha ruskiego radia (bo daje skoczną współczesną muzykę, a nie melancholije hity sprzed dwudziestu lat), przy zakupach w Maximie płaci PVM, a w szkole przerabia Noce i dnie. I po tym wszystkim otwiera polską gazetę, która go straszy VAT-em, nowelizacją i innymi strasznymi a trudnymi słowami. To zdezorientowany ciska tą gazetę w cholerę.

  • Gość: [junior] *.static.zebra.lt

    No tak ale na początku lat 90 - tych nakłady polskich gazet były kilkakrotnie wyższe niż obecnie. I polska prasa na Litwie faktycznie przeszła wszelkie mozliwe konfiguracje: KW, GW, ZW, SW itd każdy z tych tytułów był inny. Nie patrząc na to nakłady z każdym rokiem malały?
    Więc nie można powiedzieć że Polak z Wileńszczyzny lubi bardziej prasę konserwatywną niż liberalną, religijną niż młodzieżową. On wogóle nie lubi polskiej prasy. Na pocz. 90 - tych czytał vo była taka tradycja, że trzeba czytać; bo społeczeństwo było bardziej spolityzowane (chociaż obecnie niby też jest). Później kiedy życie jakos się stabilizowało się, to i prasa przestała być potrzebna...

  • Gość: [Rajmund Klonowski] 78.56.175.*

    Tak, ale spadek nakładów można też częściowo zwalić na transformację. Pojawiły się nowe kanały telewizyjne i upowszechniły kolorowe telewizory. Ludzie zajęli się zarabianiem pieniędzy, a dzieci zaczęli zostawiać samopas więc spędzały czas przy telewizorze. Mówiąc prościej pojawiło się mnóstwo nowych form rozrywki, w których nie było języka polskiego.

  • Gość: [junior] *.static.zebra.lt

    Wiesz Rajmundzie według mnie to trochę nieuczciwie zwalac winę na transformację, pracujących rodziców etc
    Bo jakos rosyjska na transformacji tylko zyskała...
    Bo gołym okiem widać, że na danym etapie, który zreszta trwa już drugie dziesięciolecie, polska prasa dla polskiej publicznosci jest nieciekawa. dlaczego to już inny problem...

  • Gość: [Rajmund Klonowski] 78.56.175.*

    Nieuczciwe byłoby zwalanie pełni winy na transformację. Jednak to właśnie transformacja stworzyła pewne okoliczności sprzyjające spadkowi popularności polskiej kultury na Litwie.

    Oczywiście, że kultura rosyjska, szczególnie ta masowa, na transformacji zyskała. Jednak zanim to nastąpiło, też miał miejsce kryzys, chocby w postaci upadku Echa Litwy i innych tytułów. Dopiero później zaczęła stawać na nogi za przyczyną projektów stricte komercyjnych przede wszystkim kanałów telewizyjnych. Gdyby nie było dostępne mrowie rosyjskich programów, nikomu by się nie chciało czytać Ekspressu niedielia, Obzoru czy Litowskowo kuriera, bo identycznie, jak dziś mało kto na Litwie kojarzy, na przykład, Kult Kazika, mało kto by kojarzył Biankę czy inne Ruki Wwierch, że o filmach nie wspomnę. Dziś wielu młodych Polaków, łącznie z autorem tego bloga, chętniej posługuje się tekstami kultury rosyjskiej, niż polskiej, co wynika właśnie z dominującej obecności tej kultury na naszych terenach bo, bądźmy szczerzy, w porównaniu do kilku tuzinów rosyjskojęzycznych kanałów rozrywkowych TV Polonia wypada tragicznie.

    Właśnie w momencie transformacji kultura polska straciła na Litwie swoją atrakcyjność, bo, po pierwsze, pojawiła się konkurencja (przed Pieriestrojką nawet dla Litwinów media z Polski były bardzo atrakcyjnym oknem na świat, dla którego uczyli się języka polskiego), a po drugie utracono stan posiadania i polska kultura na Litwie stała się o wiele mniej obecna. Jej miejsce zajęły media z Rosji.

    Nietrudno się domyślić, że na niską popularność polskiej prasy ma mnóstwo czynników, z których wymieniłem tylko kilka. Zdecydowanie nieuczciwe jest jednak zwalanie winy na dotacje z Polski.

  • Gość: [junior] *.static.zebra.lt

    Odnosnie wpływów rosyjskich. Oczywiscie są duże. W dużym stopniu są naleciałoscią po ZSRR. Ludzie wychowali się na rosyjskich czy rosyjskojęzycznych filmach, muzyce etc Jednak słuchanie rosyjskiej muzyki, niewyklucza słuchania polskiej czy jakiejs innej...

    I mi się wydaje dotykamy sedna problemu: dlaczego litewscy Polacy nie czytają polskiej prasy? Mi się wydaje, bo po prostu jest nieciekawa, nietrafia w gusta miejscowych czytelników...
    Dlaczego jest nieciekawa? Kilka przyczyn. Dla mnie osobiscie przede wszystkim jest to fatalna polityka redakcyjna. W latach 90 - tych to wojenki wewnętrzne w srodowisku polskim. Zamiast tworzeniem normalnych pism redaktorzy zajmowały się, kto u kogo skradł kserokopiarkę. W latach 2000 - cznych to faktyczna monopartyjnosć, wszyscy mówią jednym głosem.
    Czy w tym wypadku dotacje nie odgrywały kluczowej roli? Gdy się ma swiadomosć, że Polska zawsze sypnie kasą. To w sumie po co ma się strać co ulepszać. Bo ulepszając można przecież cos zepasuć :D

    Jednak powtórzę się nie trzeba odrzucać wersji, że po prostu miejscowi Polacy nie chca czytać polska prasę. Bo gdy przyanalizujemy wszystkie tytuły jakie powstały na przeciagu ostatnich 20 lat, to zobaczymy, że czytelnik tak samo nie czyta (czytał) konserwatywne KW, TW czy MW, jak i liberalne SW i GW - nakłady tych pism od pocz. 90 - tych ciagle spadają...

    Jest jeszcze trzecia teoria po prostu gazety tworzą nie odpowiedni ludzie :) Obecny sukces prasy rosyjskiej stworzyli biznesmeni, a nie intelektualisci. Być może polski swiatek dziennikarski nazwać intelektualistami jest trochę na wyrost, ale polskie media w odróznieniu od rosyjskich zawsze mieli ambicje intelektualne, wychowawcze etc
    A skutek jest odwrotny od zamierzonego :(

  • Gość: [Rajmund Klonowski] 88.118.232.*

    W takim razie powstaje pytanie a co by czytelnika zainteresowało z dotępnych dla polskich mediów tematów (bo, naturalnie, o gwiazdach rosyjskiej sceny muzycznej pisać nikt nie będzie)?

    Nie mogę się natomiast zgodzić z tym, że powodem takiego stanu rzeczy jest to mówienie jednym głosem. Bo, po pierwsze, nie jest to zgodne z prawdą, a po drugie przez dobrych kilka lat KW był gazetą opozycyjną wobec ZPL i AWPL. Czytelników od tego nie przybyło.

    Nie mogę się także zgodzić z tezą, że ze względu na dotacje z Polski nikt nie próbuje niczego poprawiać. W ciągu ostatniej dekady KW właśnie dzięki dotacjom z Macierzy wprowadził dużo zmian zmiana layoutu, formatu, próba wydawania dziennika od poniedziałku do piątku (zamiast od wtorku do soboty). Także bezskutecznie.

    Oczywiście, że miejscowi Polacy nie chcą czytać polskiej prasy. Jak już mówiłem wcześniej, wynika to z tego, że kultura polskojęzyczna na Litwie jest w odwrocie i nie ma do niej szerokiego i codziennego dostępu. Więc po prostu od tego odwykli. I stąd właśnie wspomniana przez Ciebie misyjność polskiej prasy rosyjska prasa nie musi umacniać obecności języka rosyjskiego na Litwie, bo ma się świetnie. Polska musi, bo bez niej w ogóle by zniknął.

  • Gość: [Rajmund Klonowski] 88.118.232.*

    Dziwny system blogowy. Pozjadało mi z komentarza wszystkie myślniki i cudzysłowy :/

  • Gość: [junior] *.static.zebra.lt

    Nie wiem jakie tematy zaciekawia miejscowego czytelnika. Być może jest, lub był potrzebny, biznesmen a nie intelektualista. Bo polska prasa zbyt ambitna, zbyt droga, a tego konsekwencja jest, że nieciekawa :(

    Mi chodziło o zbytnie upolitycznienie polskiej prasy od samego początku i nie ważne czy to chodziło o wojenki między sobą czy mówienie jednym głosem...

    Wymienione przez ciebie zmiany na zwykłego czytelnika nie robią żadnego wrażenia, a zmiana formatu być może nawet zaszkodziła...

    Z twej wypowiedzi wynika, że polskosć czy język polski jest podtrzymowany sztucznie. Jesli tak, to wtedy faktycznie polska prasa jest skazana na zaniknięcie...

  • Gość: [tomasz] *.internetdsl.tpnet.pl

    Cieszę się że mogłem zainspirować autora do napisania tego bardzo potrzebnego tekstu. Gratuluję. O to mi właśnie chodziło.
    Dyskusja też bardzo ciekawa. Pozwolę sobie w ciągu najbliższych dni zamieścić to także u siebie na blogu. Aby i ci którzy tego miejsca nie znają mogli się z tym tekstem zapoznać. Łącznie z wybranymi postami. Jak na razie to wszystkie są wybrane. Mam nadzieję że nikt nie ma nic przeciwko temu. Jeśli ma to proszę to powiedzieć.

    Co do mojego stanowiska czego w polskich mediach brak. A choćby takich tekstów i dyskusji. Na razie będę śledził z uwagą dalszą dyskusję. Bo jest bardzo pouczająca.

  • Gość: [junior] *.static.zebra.lt

    Nie mam nic przeciwko :D

    mi również brakuje takich analitycznych, nawet subiektywnych tekstów, tylko czy takie teksty zaciekawią szerszą publicznosc i tu mam pewne wątpliwosci. To znów będzie ciągnięcie za uszy czytelnika do swego poziomu. Rosyjska prasa zrobiła cos odmiennego, ona raczej opusciła się do poziomu czytelnika. Co na dłuższą metę może być błędne, jednak w bliższej perspektywie wygrali. Teoretycznie tez jestem za kształceniem czytelnika (chociaż słowo kształcenie nie bardzo mi się podoba, brzmi w tym jakas wyższosć nad masami), tylko jak dotychczas to się nie sprawdzało :(

  • Gość: [tomasz] *.internetdsl.tpnet.pl

    do junior: Szerszą na pewno nie. Co nie znaczy że nie są potrzebne i swojego czytelnika by znalazły. Nie uważam zresztą aby polskie media były takie tam znowu bardzo "intelektualne".
    Zgadzam się jednak że warto by dopasować się do czytelnika. Jeśli oznacza to obniżenie poziomu to...należy to zrobić. Aby go sobie "przysposobić" i pozyskać innych. A następnie stopniowo w górę. Zawsze uważałam że na dzień dzisiejszy np jeśli chodzi o muzykę to prędzej się trafi do odbiorcy polskiego na Litwie z Disco Polo aniżeli choćby z Lady Pank. No ale to będzie po polsku i wyrobi pewien nawyk o którym tu była mowa. A potem można podejmować próby wprowadzania czegoś bardziej ambitnego.
    Mówisz o kształceniu którego to pojęcia nie lubisz w tym przypadku. Owszem czuć tu pewną wyższość ale jednak coś w tym jest. Przy kształceniu jednak zaczyna się od "Ala ma kota" a nie od "Biorąc pod uwagę wielorakie pejoratywne uwarunkowania obiektywne. Musimy nasze starania skierować na uzyskanie konsensu wobec konstruktywizmu adwersarzy". :)

  • Gość: [junior] *.static.zebra.lt

    Sądzę, że na Lady Pank przyszło sporo osób, jest to zespół z lat 80 - tych, a tamte pokolenie w dużym stopniu przez polskie radio z Polski, było w dużym stopniu wychowana na tej muzyce. Gorzej byłoby z bardziej nowymi zespołami. Chociaż gdy słucham Znad Wilii, za której muzyka zbytnio nie przepadam, to tam lecą i nowe polskie piosenki. Czy to ma jednak jakiś wpływ na rzeczywistość? I tu mam wątpliwości...

    Zaniżyć poziom można czy jednak nie za póxno. Rosyjska prasa w duzym stopniu, oczywiście nie tylko, zyskało swego czytelnika dzieki programowi TV. Artykuły w Ekspresie były tylko dodatkiem. Jednak w 90 - tych tego wystarczyło. W następnym roku wszystkie telewizje przechodza na cyfrę. Więc dodatki telewizyjne sa faktycznie nie potrzebne, wszelkie informacje są w telewizorze (program, recenzje, omówienia etc). Tylko że rosyjska prasa ma juz swego czytelnika, który będzie kupował z przyzwyczajenia i mając taki potencjał będą mogli tworzyć coś nowego. Czy im się uda zobaczymy. Polska prasa nie jest w tak komfortowych warunkach. Więc z czego ma zaczynać?

  • Gość: [tomasz] *.internetdsl.tpnet.pl

    No dobra może z tym Lady Pank to nie był dobry przykład. Wiadomo jednak o co mi chodzi.
    Co do Radia znad Wilii to ostatnio byłem na Litwie. Słucham głównie w samochodzie. oczekuję krótki informacji dobrej muzyki i jakby trafił się fajny reportaż to też nic złego b się nie stało. Jednak oni tak przysmęcają że nawet ja szukałem czegoś innego.

    Nie wiem czy nie jest za późno. Jak się nie spróbuje to się nie przekona. Polskie media mają jeden atut. Właściwie niewiele mają już do stracenia. Może nie gwałtownie może nie po całości ale próbować.

  • vile

    Przez dwa tygodnie nie było mnie na Litwie, więc nie mogłem uczestniczyć niestety w dyskusji. Myślę, że Rajmund zauważył w moim tekscie to co "chciał" zauważyć - jedynie krytykę dotacji. Tak jestem przeciwnikiem dotowania mediów przez państwo czy polityków, uważam że to ogranicza ich niezależność, ale tak naprawde upadek mediów polskich na Litwie stał się nie (tylko) przez dotacje, te raczej wpłynęły negatywnie na ich poziom. Nierozumiem też róznicy pomiędzy "dochodami" i "dofinansowaniem" - tak czy siak pieniądze dostaje się za samo istnienie. Ucieczka czytelników rozpoczęła się dużo wcześniej i ją moim zdaniem - co jak mi się wydaje jasno wyraziłem w tekscie - spowodował brak patentu/pomysłu na zachowanie tych tysięcy czytelników z czasów odrodzenia narodowego. Bóg, Honor, Ojczyzna po prostu w pewnym momencie przestały im wystarczać, a niczego innego w polskiej prasie nie było (i nie ma), więc czytelnik uciekł do rozrywkowej prasy rosyjskiej. Zgadzam się, że na to miało wpływ i znajomość rosyjskiego (powszechna na Litwie; o tym napisałem w wpisie), i rozwój innych kanałów informacyjnych (tv, internet; o czym nie napisałem, ale o czym słusznie Rajmund wspomniał). Nie demonizowałbym natomiast skutków "połajanek", bo to już jedynie pochodna głębszych procesów. Moda na polskość - o czym Rajmund może nie pamięta - na Litwie istniała (w polskim środowisku) w latach 1988-92, na koncert Kapeli Wileńskiej biletu się nie dało dostać, Teatr Polski zbierał tysięczne sale, gazety miały dzisiątki tysięcy nakładu. To roztrwoniono. Oczywiście że za to winę ponoszą wszyscy liderzy polskiego środowiska, ale czyż dziennikarze, wydawcy nie są jednymi z nich? I co zrobili by było inaczej?...
    W zasadzie zgadzam sie chyba z juniorem, że jest już chyba za późno. Dziś odrodzenie polskiego czytelnictwa na Litwie - imho - wymaga już tak ogromnych nakładów, że nie wierzę by ktokolwiek na nie się zdecydował. Np. szansą mógłby być obiektywny, kolorowy, kilkudziesięciostronicowy tygodnik BEZPŁATNY o nakładzie powiedzmy 10-15 tys. egz. rozdawany pod kościołami, w szkołach, polskich placówkach. Przynajmniej przez kilka lat. Być może za 2-3 lata jego czytelnik by wrócił do polskiej prasy i powoli przekonałby sie i do płacenia za dobrą i lubianą gazetę. Ale obawiam się, że będziemy skazani na to co mamy. Przynajmniej w wersji papierowej, zaś coś wykłuje z tych różnych inicjatyw internetowych - zobaczymy. Who knows? Może w nich jest przyszłość polskiego czytelnictwa na Litwie - znajdą pomysł, przyciągną młodych?...

  • Gość: [tyndziryndzi] *.wroclaw.mm.pl

    Jako potencjalny czytelnik/klient poczułem się zachęcony do zapoznania się z prasą polską. Do czytania w języku polskim jestem przyzwyczajony, więc zarzut nieczytania odpada. Wpadam na stronę www Kuriera Wileńskiego (domyślam się w sporej części jest odpowiednikiem wersji papierowej)... i czytam:

    -- Litwa chce pożyczać również w Polsce (tak sobie)
    -- Koszty ogrzewania za luty zaszokowały mieszkańców (średnio)
    -- Odeszła Stanisława Zawadzka (współczuję, ale kim jest ta Pani??)
    -- Pierwsza kara za antypolskie komentarze (męczący temat)
    -- Wileńszczyzna i ziemia łomżyńska współpraca się zacieśnia (kim są ci ludzie za stołem?)
    ...

    Mam za to płacić? A skoro nie macie o czym pisać, po co to wszystko?

Dodaj komentarz

© Inna Wileńszczyzna jest możliwa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci