Menu

Inna Wileńszczyzna jest możliwa

Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich

116: Minął rok

vile
To już 116. wpis na tym blogu. Dokładnie przed rokiem pojawiły się pierwsze dwa. Sam nie spodziewałem się, że aż tak się rozpiszę. Ba, nawet nie sądziłem, że będę go prowadził przez cały rok! A i założenia tego blogu były początkowo zupełnie inne. Po prostu jakiś czas temu zauważyłem, że nie zostało już na Litwie żadnego polskiego środka mniej lub bardziej masowego przekazu, który odzwierciedlałby moje poglądy lub poglądy moich przyjaciół. W każdej gazecie, radiu, portalu wciąż te same laurki ku chwale Wodza i Partii. Przyznam że z pewnym zażenowaniem zrozumiałem, iż jeśli ktokolwiek mieszkający poza Wileńszczyzną, niezorientowany w naszych realiach i relacjach, wbije w jakiejkolwiek internetowej wyszukiwarce hasło „Wileńszczyzna” lub „Polacy na Litwie” – dostanie po prostu końską dawkę propagandy o tym że Polacy na Litwie są tylko bici i poniżani, zaś jedyną nadzieją na lepsze jutro jest rządzący od 20 lat duumwirat AWPL-ZPL. Zresztą media robione na Litwie w innych językach nie są zazwyczaj dużo lepsze, tylko przegięcia bywaj w inne strony. Wystarczy poczytać polską, litewską i rosyjską prasę na Litwie opisująca to samo wydarzenie, żeby odkryć istnienie wszechświatów równoległych. Lewis Caroll się kłania: „Wszyscy tu jesteśmy obłąkani. Ja jestem obłąkany. Ty jesteś obłąkana — powiedział Kot. – Skąd wiesz, że jestem obłąkana? – powiedziała Alicja. – Na pewno jesteś – powiedział Kot – inaczej nie znalazłabyś się tutaj". Jakoś zrobiło mi się głupio, że w moim imieniu wypowiadają się politycy na których nie głosowałem i dziennikarze, którym nie ufam. Postanowiłem, że należy tę sytuacje przynajmniej jakoś minimalnie odkręcić i przedstawić inny punkt widzenia, niż ten powszechnie obowiązujący (czy to po stronie polskiej, czy litewskiej). Mój punkt widzenia.

Nie uważam się za dziennikarza, tylko za publicystę, komentatora rzeczywistości. Nie prowadzę śledztw dziennikarskich. Swoje wnioski wyciągam na podstawie po części ogólnodostępnych informacji, po części na podstawie informacji poufnych i są to oczywiście wnioski subiektywne. Zresztą nie uważam, żeby posiadanie przez dziennikarza czy gazetę jasnych poglądów politycznych czy stanowiska obywatelskiego byłoby czymś nagannym. O ile te poglądy się nie zmieniają jak chorągiewka na wietrze. I o ile istnieje też możliwość wyrażenia innego stanowiska lub poglądu nie tylko na kuchni.

Kiedyś przeczytałem w czasopiśmie „Ekstra” wywiad z pewnym Litwinem, który w latach bodajże siedemdziesiątych współtworzył na Florydzie czasopismo o prorepublikańskiej orientacji (wówczas rynek florydzkich mediów był zdominowany przez pisma o orientacji demokratycznej). Pewnego dnia zgłosił się do niego wykładowca z Uniwersytetu w Orlando i zaproponował, że będzie pisał dla niego komentarze prodemokratyczne, żeby w pismie były przedstawione także poglądy tej drugiej strony. Na co szef pisma odpowiedział: „Ale to my w tym stanie jesteśmy tą drugą stroną!”… Dziś na Wileńszczyźnie mamy bardzo podobną sytuację – istnieje wiele dotowanych przez Polskę i lokalne samorządy pism czy portali wspierających pewną opcję, pewną wizję świata i nie istnieje żadne pismo reprezentujące poglądy tej części, bądź co bądź dosyć licznej,  litewskich Polaków, która myśli nieco inaczej. Zostają więc sporadyczne artykuły na ten temat w polskich i litewskich mediach i blogi po polsku albo po litewsku, które oczywiście nie mogą zamienić normalnego pisma czy portalu, ale na – miejmy nadzieję tymczasowym – bezrybiu i rak ujdzie. Świadczą o tym nie tylko ciągle rosnące statystyki tego bloga, ale i reakcja na wpisy na nim oraz coraz liczniejsze grono jego przyjaciele i partnerzy. Przedruki z blogu dosyć często ukazują się nie tylko w mediach polskich, ale i litewskich, bo jak napisał do mnie dziennikarz pewnego litewskiego tygodnika: „ani Tomaszewski, ani Maciejkianiec nie są do końca wiarygodnymi źródłami informacji”. To zachęca do dalszej pracy.

Tak naprawdę początkowa idea blogu była nieco inna. Miał być raczej poświęcony naszym wileńskim sprawom, problemom, pozytywnym inicjatywom i pomysłom, głębszym analizom, które mogłyby pokazać, że naprawdę możliwa jest INNA Wileńszczyzna  – nie skansen, nie getto, nie linia frontu, nie rezerwat i nie bantustan a heimat Polaków i Litwinów, Rosjan i Białorusinów w którym każdy czuje się u siebie.  Niestety przyjęcie znowelizowanej Ustawy o oświacie przez litewski parlament doprowadziło do tego, że blog zdominował konflikt polsko-litewski. Obecnie, gdy obrady polsko-litewskiej grupy eksperckiej ds. oświaty zakończyły się nie zmieniając w znacznym stopniu ani sytuacji, ani stanowiska którejkolwiek ze stron, znów słyszymy o „pogotowiu strajkowym”. Doskonale rozumiem rozgoryczenie uczni z polskich szkół i ich rodziców, ich niezadowolenie z krzywdzącej Ustawy o oświacie. Wielu wśród nich wydaje się, że wystarczy głośniej, agresywniej upomnieć się o swoje prawa i wszystko będzie załatwione od ręki. Jest to tak samo niestety błędny pogląd, jak ten, że wszystkiemu jest winny Landsbergis. Albo Tomaszewski.  Albo Żydzi. Albo cykliści. Nie jestem przeciwnikiem strajków, wieców czy akcji protestacyjnych, o ile ich celem jest osiągnięcie jakichś wymiernych wyników dla całej wspólnoty, a nie zbicie kapitału politycznego przez kilku działaczy.  Jednak problemy polsko-litewskie są dużo głębsze i dlatego wątpię w skuteczność akcji strajkowej w obecnych warunkach. „Ustawę trzeba było poprawić natychmiast. Przede wszystkim w sprawie okresu przejściowego dla uczniów mniejszości narodowych, którzy od 2013 roku będą musieli zdawać ujednolicony egzamin z języka litewskiego. Właśnie to jest prawdziwym błędem litewskiej władzy, która na samy początku mogła złagodzić napięcie” - pisze w ostatnim numerze  „IQ" Tomas Janeliūnas. I zauważa, że dziś jest już chyba za późno na nawet minimalne zmiany w ustawie: „Z powodów politycznych dziś nikt nie ośmieli się nawet proponować zmian w ustawie oświatowej, bo będzie potępiony, iż poddaje się naciskom Polaków”. Dobrze, że Janeliūnas i jeszcze kilkanaście osób na Litwie rozumieją potrzebę zmiany Ustawy, jednak by Ustawa mogła być zmieniona i inne rzeczywiste wyniki  osiągnięte trzeba, żeby racje strajkujących i protestujących stały się zrozumiałe dla większości albo chociaż jej elit. Tak długo jak większość będzie przekonana, że chodzi jedynie o niechęć do nauki języka litewskiego, o niechęć do Litwinów i Litwy, żadne strajki niczego nie osiągną i tylko pogłębią wzajemną nieufność.  I trzeba przyznać, że jak dotychczas widziałem niewiele prób wytłumaczenia naszych racji litewskiej większości.

Nasi działacze lubią porównywać się do amerykańskiego ruchu przeciwko segregacji rasowej  i o prawa mniejszości kolorowych. Niestety zapominają – pisałem już o tym kiedyś, ale zapewne warto powtórzyć — że ten ruch zwyciężył nie dla tego, że Czarne Pantery zaczęły strzelać do policjantów i nie dlatego, że poparli go prezydenci bananowych republik czarnej Afryki czy przywódcy ZSSR (bo liderzy USA niewiele robią z opinii światowej dziś, a jeszcze mniej zwracali na nią uwagi wówczas; dokładnie tak samo liderzy pomniejszych państw (vide Iran, Północna Korea, Białoruś) nie wiele robią z nacisków międzynarodowych, wręcz przeciwnie naciski takie prowadzą do zaostrzania przepisów wewnątrzkrajowych, w myśl zasady „nikt nie będzie nas pouczał”; jestem przekonany - a stosunki słowacko-węgierskie dowodem - że na jakiekolwiek naciski z zewnątrz Litwa również zareaguje podobnie), tylko dlatego, że po jego stronie opowiedziały się miliony białych, opowiedzieli się politycy, opowiedziały się gwiazdy z Hollywood, opowiedziały się media, a bycie rasistą przestało być „cool”.

No i ten ruch miał przywódcę, który nie pierniczył o tym że to biali muszą się zintegrować z czarnymi, tylko powiedział „I Have a Dream”. „Miałem sen, że pewnego dnia na czerwonych wzgórzach Georgii synowie dawnych niewolników i synowie dawnych właścicieli niewolników będą mogli zasiąść razem przy braterskim stole”. To było zawołanie buntownicze, sprzeczne tak z powszechnie panującymi poglądami białej większości, jak i czarnej mniejszości. Zasiąść przy jednym stole z oprawcami? Zasiąść przy jednym stole z małpoludami? Niemożliwe! A Martin Luther King dalej swoje: „Miałem sen, iż pewnego dnia moich czworo dzieci będzie żyło wśród narodu, w którym ludzi nie osądza się na podstawie koloru ich skóry, ale na podstawie tego, jacy są”. I Martin Luther King miał rację. Jego sen się ziścił i dziś równość rasowa jest zagwarantowana dla wszystkich obywateli USA, na jej straży stoją media, system kwot, zasady politycznej poprawności. System nie jest idealny, ale działa!

Ruch o prawa mniejszości na Litwie również zwycięży pewnego dnia nie z powodu manewrów na Sejneńszczyźnie jakiejś dywizji pancernej Wojska Polskiego, i nie z powodu wojowniczych wypowiedzi Sikorskiego, listów Tuska, i nawet nie wtedy gdy AWPL przekroczy próg wyborczy zdobywając o dwa czy trzy miejsca poselskie więcej,  tylko z powodu zrozumienia i poparcia dla naszych słusznych postulatów przez większość litewską. I o to poparcie,  i  o to zrozumienie trzeba i warto zawalczyć. Jest to zadanie trudne, szczególnie gdy dotychczas robiło się wszystko a rebours, ale jedynie zwycięstwo w tej walce daje szansę na nie tylko inną Wileńszczyznę, ale i inną Litwę. Nadal – tak jak przed rokiem, i przed 10 laty — uważam, że jest to możliwe.

OH, DEEP IN MY HEART I DO BELIEVE WE SHALL OVERCOME.SOME DAY.

Komentarze (17)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Darrek] 78.56.178.*

    ........."tylko z powodu zrozumienia i poparcia dla naszych słusznych postulatów przez większość litewską. I o to poparcie, i o to zrozumienie trzeba i warto zawalczyć. Jest to zadanie trudne, szczególnie gdy dotychczas robiło się wszystko a rebours, ale jedynie zwycięstwo w tej walce daje szansę na nie tylko inną Wileńszczyznę, ale i inną Litwę. Nadal tak jak przed rokiem, i przed 10 laty uważam, że jest to możliwe."

    hmmm, no niby mozliwe, ale nie bardzo :(
    Dziwny ten swiat: niby większosc Polakow litewskich (tak uwazam, chciaz nie badalem a tylko tak subjektywnie mnie wygląda) uwaza za swoją ojczyznę Litwę, no przynajmniej Wilenszczyznę, ale nie Polskę. Chciaz propaganda AWPL nazywa Polskę "macierzą", jiednak "typowy Polak" tą macierzą widzi Litwę. Moze ja myle się, niewiem.

    I tutaj mamy bardzo istotny moment calej sprawy. Nawet powiedzial bym najwazniejszy i jedyny, od ktorego wszystko zalezy:

    - są jakby dwa poglądy polytyczne:
    1. Polacy NA Litwie - to obywatele Polski, po wojnie WBREW SWOJIEJ WOLI stali się obywatelami Litwy. Wszystko litewskie jiest dla nich obce, Litwa - to kres Polski,i sami Litwini TU - okupanci, przybysze, kolonisci;
    2. Polacy Litwy - to obywatele Litwy, tu ich Ojczyzna, tak jak mowil Syrokomla "Litwo, ziemia moja swięta", jedyna roznica mędzy nimi i Litwinami - język. Polacy Litwy mowią nie językiem POLSKI, a językiem Litwy hystorycznej, a Litwini - językiem, ktory na Litwie wprowadzony w zycie spoleczne tylko w XX wieku.

    Dzisiaj AWPL propaguję pogląd nr. 1. Większosc Polakow - za AWPL, znaczy oni tez myslą tak samo. A Litwinom tez wlasnie taki pogląd najbardziej znany i logyczny. Natomiast "inna Wilenszczyzna jiest mozliwa" tylko w przypadku zwycięstwa poglądu nr. 1

    ..... moim zdaniaem.

  • Gość: [Darrek] 78.56.178.*

    ups, ale glupio pomylilem się :(

    "Natomiast "inna Wilenszczyzna jiest mozliwa" tylko w przypadku zwycięstwa poglądu nr. 1 "

    jasne, ze mialo byc "tylko w przypadku zwycięstwa poglądu nr. 2" !!!

  • Gość: [Darrek] 78.56.178.*

    ... i dlatego NEJPIERW trzeba jasne i niedwoznaczne powiedziec - 1 czy 2 pogląd - podstawa dzialalnosci. Bo sama dzialalnosc w jiednym i drugim wypadku ma inne cele, inne priorytety, i wogule absolutnie rozne drogi. Teraz Litwini nie mogą zrozumiec ( i nie zrozumieją nigdy, bo to niemozliwe) - czy polonizacja (walka o polskosc) dzisiejsza ma na celu "zrobic tu Polskę", czy to tylko polonizacja dla "wlasnego uzytku" Polakow litewskich.

  • Gość: [Astoria-2] *.nyc.res.rr.com

    Dobry blog: niezależny, na wysokim poziomie intelektualnym i moralnym, pierwiosnek w skutym lodem, smutnym, pejzażu polskich mediów na Litwie. Gratulacje i powodzenia w ewangelizacji zdrowym rozsądkiem.

    Choć podzielam wiele opinii autora (przeczytałem z połowę wpisów archiwalnych w tym blogu z przyjemnością), nie podzielam optymizmu autora: Ruch o prawa mniejszości na Litwie również zwycięży pewnego dnia... Być może. Być może będzie trwał - jak większość tego typu konfliktów etnicznych - przez wiele pokoleń. A gdyby nawet zwycięstwo nastąpiło za 10, 15, lat, to czy nie byłoby już za późno dla polskości na Litwie? Jeśli przyjąć, że polskie szkolnictwo jest kluczem do zachowania polskości (pojętej językowo i kulturowo), to obecny trend - spadek uczniów w polskich szkołach o 40% w ciągu dekady (przeszło trzykrotnie wyższy niż w szkołach litewskich), ubytek tysiąca uczniów rok po roku - wróży tylko katastrofę. Problemy polskiego szkolnictwa są zasadniczo wewnętrzne i wymaga ono kapitalnych reform, by zachęcić do siebie polskich rodziców, którzy masowo mówią mu nie. Gdybym miał coś autorowi sugerować, to przede wszystkim bardziej konkretne analizowanie problemów polskiej mniejszości, szczególnie polskiego szkolnictwa, i sugerowanie kierunku ich rozwiązywania.

  • Gość: [Krzysztof] 78.60.244.*

    A ja po prostu gratuluję świetnej pracy! Sam blog podtrzymuje również moją wiarę, że Inna Wileńszczyzna jest możliwa.

  • Gość: [junior] *.static.zebra.lt

    Gratulacje dla autora blogu! Powodzenia!

  • Gość: [Darrek] 78.56.178.*

    "spadek uczniów w polskich szkołach o 40% w ciągu dekady"

    Skąd takie dane wzięte ? Czy mozna udowodnic z jakiegos oficjalnego zriodla? Bo teraz to litewskie media podają, ze litewskie szkoly nie mogą konkurowac z polskimi, i liczba uczniow polskich szkol zwiększa się co rok kosztem litewskich. Wedlug litewskiej prasy, to AWPL prowadzi mocną agitację i straszy tych, kto otdaje dziecko do litewskiej szkoly.

  • Gość: [Marek] *.whb.pl

    Gratulacje! Oby wpisy były coraz lepsze i ciekawsze, a komentarzy coraz więcej ;) Pozdrawiam!

  • Gość: [tomasz] *.internetdsl.tpnet.pl

    Ja także dołączam się do gratulacji. O pewnego czasu wpadam tu regularnie. A autor do mnie. Nie wiem czemu on do mnie. wiem czemu ja do niego. Bo tak jak sam napisał: Inna Wileńszczyzna. Właśnie o to chodzi. Mogę się autorem zgadzać lub nie. W niektórych sprawach się nie zgadzam. Jest jednak inne podejście, prezentowany jest ten sam problem ale z innego punktu widzenia. Tego bardzo brakuje.

  • Gość: [Luke] *.cgates.lt

    Rowniez gratuluje. Nie wiem jak dlugo autorowi bedzie sie jeszcze chcialo prowadzic ten blog pro bono, ale zycze oby jak najdluzej :)

  • Gość: [Astoria-2] *.nyc.res.rr.com

    @ Darrek:

    -- "spadek uczniów w polskich szkołach o 40% w ciągu dekady"
    Skąd takie dane wzięte? Czy mozna udowodnic z jakiegos oficjalnego zrodla?

    To dane MSZ Litwy z maja tego roku, cytowane na str. 4 tu:

    www.eesc.lt/public_files/file_1310022849.pdf

    i po angielsku na str. 5 tu:

    www.eesc.lt/public_files/file_1311603095.pdf

    Liczba uczniów na Litwie uczących się po polsku:

    1990-1991 - 11 407
    2000-2001 - 22 303
    2008-2009 - 15 064
    2009-2010 - 14 170
    2010-2011 - 13 379

    Kilka miesięcy temu pobieżnie przeanalizowałem statystyki urzędowe Litwy, dostępne w internecie po angielsku (po litewsku nie czytam), które malują taki obraz polskiego szkolnictwa w porównaniu z litewskim: W ostatniej dekadzie liczba mieszkańców Litwy spadła o 13% i o tyle mniej więcej spadła liczba uczniów w szkołach litewskich. Liczba Polaków na Litwie spadła w tym czasie o 12% przy spadku uczniów w polskich szkołach o 40%. Przyrost naturalny w polskich rejonach (wileńskim, solecznickim i m. Wilnie) jest dodatni. Gdy przyjąć przy tym, że emigracja dotyka Polaków w podobnym stopniu co Litwinów, to drastycznego spadku uczniów w polskich szkołach nie da się wytłumaczyć demografią i emigracją. Jedyne wytłumaczenie jest takie, że polscy rodzice masowo rezygnują z posyłania dzieci do polskich szkół. Choć w tym roku do klasy pierwszej Polacy posłali prawie tylu uczniów co w roku ub. (o dwóch mniej), to należy przypuszczać, że - przy obecnym trendzie - w przeciągu tego roku ubędzie kolejne nieco ponad 5% uczniów - ponieważ niektórzy rodzice przenoszą dzieci ze szkół polskich do litewskich i po polskiej szkole podstawowej nie posyłają ich do polskiej szkoły średniej.

    Podczas gdy liczba uczniów spadła o 40%, "Macierz Szkolna" utrzymała liczbę nauczycieli na tym samym poziomie. Wynika to z natury "Macierzy", która jest zasadniczo związkiem zawodowym nauczycieli, dbającym przede wszystkim o utrzymanie etatów członków, kosztem jakości nauczania. Nadmiar nauczycieli w polskich szkołach ma dwa skutki. Pierwszy: nauczyciele zarabiają coraz mniej, gdyż ich płace zależą od liczby godzin lekcyjnych, a te od liczby klas, która maleje proporcjonalnie do spadku liczby uczniów. Utrzymując etaty sztucznie, "Macierz" zmusza nauczycieli do walki o byt, o bicie się o dodatkowe godziny, do szukania dodatkowych źródeł utrzymania poza szkołą macierzystą, co - jak można przypuszczać - musi wpływać ujemnie na morale ciała pedagogicznego i osłabiać poziom nauczania. Drugi: sztuczne utrzymywanie etatów nie sprzyja rotacji i przyjmowaniu młodych nauczycieli. Ponieważ absolwenci polonistyki nie mogą liczyć na zatrudnienie w polskim szkolnictwie obecnie ani w przewidywalnej przyszłości, nic dziwnego, że w tym roku rekrutacja na polonistykę na Wileńskim Uniwersytecie Pedagogicznym spadła do zera i polonistyce grozi zamknięcie w zbliżającej się reformie litewskiego szkolnictwa wyższego.

    Ryba psuje się od głowy. Zarząd "Macierzy" jest w 100% kontrolowany przez AWPL, co dobrze ilustruje osoba Józefa Kwiatkowskiego - który będąc prezesem "Macierzy" jest czynnym politykiem AWPL. Kwiatkowski (ewidentnie z pełnym błogosławieństwem zarządu "Macierzy" i władz partyjnych AWPL) miesza i przenosi politykę partyjną AWPL do instytucji z misją edukacyjną - z widocznym skutkiem: polskie szkolnictwo jest coraz mniej atrakcyjne dla samych Polaków na Litwie. Politykę AWPL charakteryzuje zwalanie całej winy za problemy polskiego szkolnictwa na Litwę przy równoczesnym zamiataniu wewnętrznych problemów polskich szkół pod dywan i laurkowym przedstawianiu osiągnięć "Macierzy" i własnych. Przeniesienie partyjnej filozofii AWPL do instytucji edukacyjnej uniemożliwia zreformowanie tej instytucji, a w konsekwencji polskiego szkolnictwa, któremu ona patronuje.

    Jeśli obecny, wieloletni trend spadku uczniów w polskich szkołach o nieco ponad 5% rocznie utrzyma się w przyszłości, to ktoś z zamiłowaniem matematycznym łatwo wyliczy sobie, za ile lat z polskiego szkolnictwa na Litwie pozostaną szczątki.

  • Gość: [Darrek] 78.56.178.*

    Astoria - 2.
    Dziękuje za tak szegolną odpowiedz.

    1990-1991 - 11 407
    2010-2011 - 13 379
    Jiednak ja tu nie widzę spadku o 40 %, mając na mysli emigrację. Wręcz przeciwnie.

    "Przyrost naturalny w polskich rejonach (wileńskim, solecznickim i m. Wilnie) jest dodatni"

    - "Naturalny" czy jiednak "migracyjny" ? Liczba Polakow zwększa się jieszcze i dlatego, ze częsc Biarorusinow zmieniają swoją narodowosc na polską.

  • vile

    Dzięki za gratulacje i życzenia. Nie uważam, że musimy się ze sobą zawsze zgadzać, to przecież nie kółko wzajemnej adoracji :) O wiele ważniejsza jest sama chęć dyskusji.
    Natomiast kwestią oświaty postaram się zająć się szerzej już w najbliższym czasie.

  • Gość: [junior] *.static.zebra.lt

    Darrek i ty o tym samym co Garsva i inni, że Białorusini zmdradzają swoją narodowosć na rzecz polskoci. Zawsze powtarzałem i będę powtarzał, że w życiu codziennym będąc Polakiem czuję się komfortowo, nigdy nie ukrywałem własnej narodowosci itp - ale nigdy nie wiedziałem, że polskosc jest taka atrakcyjna, że inne narodowoscie tylko marzą o tym, aby zmienić zapis w paszporcie :)
    Bez przesady...

  • Gość: [Darrek] 78.56.178.*

    junior - narodowosc, szczegolnie na Litwie - kwestia wyboru kazdego czlowieka. Nie czytam, co tam mowi Garszwa, ale znam kilka osob, co w paszporcie sowieckim mieli wpisane "Bialorus", a teraz deklarują się jako Polacy.
    A tak, generalnie, zyjemy w demokratycznym, wolnym swiecie, i narodowosc, religja i nawet orientacja seksualna - sprawa priwatna i tylko czlowiek sam moze decydowac, jakiej on jiest narodowsci. Im mniej będziemy deklarowac na kazdym rogu swoją narodowosc albo religję jako nadzwyczajną, tym liepiej.
    .... a propo, polskosc na Litwie przynajmniej BYLA bardzo atrakcyjna, skoro WIĘKSZOSC Litwinow w ciągu stuleci stali się Polakami :)

  • Gość: [do Darrek] 213.226.167.*

    Co bylo a nie jest nie pisze sie w rejestr :)

    Mysle, ze dzis o wiele czesciej spotkasz Poalak, ktory zapisuje narodowosc litewska niz odwrotnie

  • Gość: [Darrek] 78.56.178.*

    do Gosc:
    - juz wyzej mowilem - "zapisywania" nie stalo się. W zyciu publicznym niema znaczenia, jakiej narodowosci jiest ta czy inna osoba. Tak samo jak i religja. Uwazam to za normalne i naturalne w XXI wieku. A kto chce podkreslic swoje aspiracje narodowosciowe - ma takie mozliwosci . Ma tez wszystkie mozliwosci do realizacji swoich narodowosciowych potrzeb kulturowych, oswiatowych i t.p..
    "czesciej spotkasz Poalak, ktory zapisuje narodowosc litewska" - zdanie nielogyczne, bo kto uwaza siebie za Litwina, ten i jiest Litwinem. Czlowiek, ktory uwaza siebie za Polaka nie będzie "zapisywal się " Litwinem.

Dodaj komentarz

© Inna Wileńszczyzna jest możliwa
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci