Aleksander Radczenko prywatnie o Litwie, Wilnie, Wileńszczyźnie, Polakach na Litwie i stosunkach polsko-litewskich
stat4u
Blog > Komentarze do wpisu

Wileńska trzecia droga

Wybory w Wilnie wyglądają od wielu lat jak parafraza starego kawału. O stanowisko mera ubiega się wielu kandydatów, a zwycięża i tak Artūras Zuokas. Nie inaczej stało się i tym razem. Partia Pracy i Akcja Wyborcza Polaków na Litwie do ostatniej chwili łudziły konserwatystów obietnicami, ale ostatecznie zagłosowały przeciwko nim. Partia Pracy oficjalnie dołączyła do koalicji „4+”, zaś polska partia wysunęła swojego, zawczasu skazanego na porażkę, kandydata na mera – Jarosława Kamińskiego. Ostatecznie Artūras Zuokas dostał 26 głosów (z 51 możliwego; głosowali za nim jego zwolennicy z ruchu „Taip” oraz frakcje Partii Pracy i socjaldemokratów, jak również dwaj przedstawiciele Sojuszu Rosjan, którzy do rady samorządowej dostali się… ze wspólnej listy Bloku Tomaszewskiego; najwyraźniej były funkcjonariusz KGB, którego tak zawzięcie broniła polska frakcja, uznał, iż lepszy zuokasowski (w)róbel w ręku, niż…), Rajmundas Alekna dostał 16 głosów (konserwatystów i paksistów), zaś Jarosław Kamiński – 9.

Przez cały okres przedwyborczych rozmów, formowania możliwych koalicji, wyglądało na to, że  Waldemar Tomaszewski robił wszystko by odstraszyć konserwatystów od sojuszu ze swoimi zwolennikami. Gdy jednak rządni władzy konserwatyści, nie zważając na protesty radykalnego skrzydła Związku Ojczyzny, nie zważając na pozew, który złożył w sądzie przeciwko własnej partii poseł Gintaras Songaiła i pikiety nacjonalistów pod swoją siedzibą, zaakceptowali sojusz z AWPL, lider tej ostatniej uznał, iż koalicja z partią „nierespektująca praw mniejszości narodowych” jest niemożliwa. Taką pozycję w stylu „ни капли в рот, ни сантиметра…” można by było zrozumieć, gdyby Polacy znaleźli się w tej drugiej koalicji rządzącej. Polityka bowiem to zawsze wybór mniejszego zła. Jednak Zuokas został skreślony już na samym wstępie rozmów koalicyjnych za „protegowanie interesów niektórych grup biznesowych”.

I w taki oto sposób partia, która odniosła „niebywały” sukces wyborczy, na własne życzenie pozostała w mieście poza władzą. W każdej innej sytuacji można by było wzruszyć ramionami (ot doszedł do władzy człowiek skazany prawomocnym wyrokiem sądowym za korupcję), gdyby nie chodziło o sprawy dla nas, Polaków, niezwykle istotne: zachowanie w Wilnie dotychczasowej sieci szkół polskich (ciągle zagrożonych reorganizacjami i optymizacjami) i zakończenie zwrotu ziemi prawowitym właścicielom. Obie te kwestie dla partii litewskich nie mają żadnego znaczenia, a więc można z dużą pewnością prognozować, że teraz będą rozwiązywane nie po naszej myśli.  W ramach oszczędzania szkoły polskie będą zamykane, w samorządzie nadal będą panowali urzędnicy, którzy zwrot ziemi prawowitym właścicielom uważają za zdradę stanu, a AWPL oczywiście na tych działaniach zbije ponownie kapitalik polityczny przed wyborami sejmowymi 2012 roku, by ponownie odnieść „niebywały” sukces i zmarnować jego owoce. Boję się tylko, że jeszcze kilka takich sukcesów i na Litwie nie tylko znikną wszystkie szkoły polskie, ale i sami Polacy. No ale wówczas po prostu wyrzuci się z nazwy partii słowo „Polaków” (rozmowy o tym nie od wczoraj się toczą)…

U nas na Wileńszczyźnie bardzo często jako pozytywny przykład podaje się Finlandię, sytuację mniejszości szwedzkiej w tym kraju. I jednocześnie się zapomina, iż Szwedzka Partia Ludowa (taka fińska analogia AWPL) od trzydziestu lat jest w każdej rządzącej Finlandią koalicji, niezależnie od tego czy rządzi prawica, czy lewica. Bardzo podobnie zachowują się Węgrzy na Słowacji albo Turcy w Bułgarii. Partie reprezentujące mniejszości narodowe w tych krajach bowiem doskonale zdają sobie sprawę, iż postulaty wyborcze można załatwić tylko będąc u władzy. I wygląda na to, że tylko my, na Wileńszczyźnie, wciąż szukamy mitycznej trzeciej drogi.

wtorek, 19 kwietnia 2011, vile

Polecane wpisy